Przejdź do treści
Nikt nie płakał, kiedy na krzyżu płakał Zbawiciel. Jego swobodnie zwisające ciało było spalone słońcem. Skóra łuszczyła się, Oczy błagały Ojca, Krew spływająca z krzyża Kapała do ust szatana, paląc go w gardło. Na drzewie wisiały płaty skóry. We włosach plątały się strupy. Każdy ruch głową dziurawił ją. Zbawiciel konał w ciszy. Wyśmiany profeta, wieczny Król. Zbite kolana ukazywały białe rzepki, Niesworne ciało gięło się i tarło o chropowatą sosnę, tworząc nowe rany. Zwisająca głowa spuszczała resztę śliny. Sęp szarpałby Jego wątrobę, a kruki po śmierci wygryzły oczy, zostawiając ciemne oczodoły. Jednak Reżyser pilnie kontrolował przedstawienie, Nie pozwolił by Synowi działa się zbyt wielka krzywda. Miała służyć tylko za odkupienie ludzi, A nie wystawiac na pośmiewisko Boga z - i tak - nadszarpniętą już reputacją. Wieczorem krzyż padł, łamiąc boskie żebra. Za trzy dni będą jak nowe.
55 odsłon

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

edlech 15 lat temu
Myśl dobra...troszkę prturpistycznie przegadane...ale tak trzymaj
copelza 15 lat temu
o jezu
Avrilianna 15 lat temu
no... jak dla mnie <cwaniak>
A
@copelza dosłownie...
Zuzia 15 lat temu
cudowny wiersz, naprawdę godzien pochwały
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie