Przejdź do treści
Płonę, płonę. Płonę i spalam się niby zeszłoroczne niebo, niby przetarte w paru miejscach serce pustelnika. Wkrótce zostanie po mnie najwyżej popiół, kilka naiwnych westchnięć, parę pocieszonych łez. Moje skrzydła, przetrącone i złamane, nie uniosą więcej mojego serca, zwęglonej duszy. Tym, co mnie pociesza, jest tęsknota za bezczasem, za wiecznością, którą mi ktoś wykradł. Jestem, aby kolidować z tłumem, poddawać się woli nocy. Czy to tylko kolejna kartka z kalendarza, wydarta z piersi teraźniejszości? Czy to jeszcze jedno uderzenie serca, o jakim nie zapomnę? Wypełniam sobą puste naczynie twoich dłoni. Lubuję się w przyrzeczeniach, co nie znają drogi powrotnej. Wiem, jak boli tchnienie wiatru. Rozumiem, skąd biorą się błogosławione chwile, jakich nikt nie słyszy. Chodź, ukochaj we mnie ten wstyd, tę rozpustę, o jakich nie mam odwagi śnić. Jestem dość blisko, aby uciszyć zmysły, obłaskawić raj. To tylko dobrze dobrana puenta, krańcowa odpowiedź.
73 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie