Wyślizgane klamki. Okna zamknięte na oścież.
Przebrana za Boga, dziś jestem
tanim usprawiedliwieniem samotnych.
Pora rozliczyć się ze światem.
Czas, aby zaufać ludziom.
Nie ukrywam serca, nie domykam powiek –
niech do środka wpadnie
odrobina czystego powietrza.
Nie wierzę w zmysły, nie ufam przeszłości.
Być może okażę się kamieniem,
który latami nosiłeś
w kieszeni.
Podchodzę do bolesnego ciała,
do płowej duszy –
nie będzie wybawiona.
Wciąż nosisz w sobie żałobę
po uśmiechu, jaki okazał się zbyt senny.
Do wiklinowego koszyka zbieram
cienie ludzkich sumień.
Być może powrócę, aby zastać
bezpłodną noc, przekrzyczany testament.
196 odsłon