Drzwi wiedzą, że nie mam klucza,
więc milczą przede mną
jak usta, które nauczyły się tajemnicy.
Codziennie budzę się w tym samym prostokącie światła,
jak list niewysłany do świata.
Ściany przysuwają się nocą,
kradnąc po centymetrze mojego oddechu.
Nawet zegar chodzi tutaj na palcach,
żeby nie obudzić nadziei.
Patrzę w lustro i szukam kobiety,
którą zostawiłam po drugiej stronie drzwi.
Czasem wydaje mi się, że jeszcze mnie pamięta.
Wtedy przykładam dłoń do własnego odbicia,
jak do szyby oddzielającej dwa życia.
Jedno nadal chodzi ulicami,
pije kawę i otwiera okna.
Drugie liczy kroki pielęgniarek,
nocami zszywa ciszę oddechem,
chowa wolność pod poduszką
i wierzy, że któregoś ranka
drzwi zapomną, że miały być zamknięte.
5 odsłon