Jesień odnalazła drogę do mojego okna,
przyniosła deszcz w kieszeniach
i chłód pachnący mokrymi liśćmi.
Miasto powoli przebiera się w złoto,
jakby lato było suknią, którą trzeba zdjąć.
Drzewa rozwiązują zielone warkocze,
wiatr przymierza ich pierwsze liście,
a chodniki uczą się szelestu,
za którym tęskniłam przez wszystkie gorące dni.
Nareszcie świat mówi językiem jesieni.
Poranki są chłodne jak dłonie października,
wieczory wcześniej zamykają oczy.
Zaparzam herbatę i słucham deszczu,
który wystukuje list do mojego serca.
Nie boję się, że świat zaczyna przemijać.
W jesieni nawet odchodzenie ma kolor światła.
Zakładam sweter jak miękką zbroję,
otwieram okno na zapach mokrej ziemi
i pozwalam chłodowi dotknąć twarzy.
Czekałam na tę porę jak na czyjś powrót.
Teraz jesień mieszka już po mojej stronie szyby.
4 odsłon