Przejdź do treści

ktoś delikatnie zapukał do drzwi mojego serca otworzyłam nawet uśmiech wyszedł ze starej szafy ciekawość go zjadała kto tam? na progu nie było nikogo tylko okruchy szczęścia tańczyły z wiatrem i miłość w…

niebo szeroko otwiera ramiona na dłoniach ukrywam zapach Boga na dnie serca garść wczorajszej miłości i resztki nadziei z obiadu wszystko ma swój czas amen przyjdź i zostań na zawsze

cierpliwie zbierasz połamane kawałki mojej miłości cerujesz codzienność na strychu chowasz wspomnienia wyciągasz z szafy stare rysunki gdzie spało jeszcze szczęście dużo pracy masz mamo a to przecież moje życie…

bezdomna miłość mamy lekarstwem na poranki i wieczory życia zamknięta w białych włosach zmęczonych dłoniach i łzach zmieszanych ze szczęściem mamo jesteś niebem dla mojej głowy pełnej skrzydlatych marzeń łąk…

biedne są te zółte kaczeńce kradną słońce by choć na chwilę ubrać się w miłość wszyscy mówią tylko o zdradach ukrytych między kruchymi płatkami a one? szczęśliwe z rozanielonymi główkami wpatrują się w niebo…

rozwiązałam worek szczęścia oj się posypało już nie muszę błąkać się samotnie między ludźmi i pośród wierszy szukać pocieszenia nawet stare psisko czeka że sie z nim podzielę oblizuje się na myśl o szczęściu obu…

zakochany wielbłąd przechodzi przez ucho igielne szczęśliwy plotkuje z aniołami a ja? z kufrem wspomnień grzechami jak kamienie nie przecisnę się wracam trzeba trochę schudnąć

niebieskie ptaki malowane miłością motyle skrzydlate marzenia i ważki z bagażem wspomnień nie boją się życia ja bym się z nimi zamieniła by spełnić to co niemożliwe może kiedyś...

wczorajszy wiersz o miłości wciśniety w kąt dzisiaj nabiera blasku oddycha rozpycha się próbuje zagarnąć niebo wpada między codzienną szarość i czeka na kogoś kto wskaże mu drogę do serca

puste ściany dom bez drzwi z wielkim oknem na miłość serce w skrzypiącym fotelu ceruje stare dobre czasy w kącie okruchy marzeń patrz wyrastają im skrzydła odlatują serce znowu się uśmiecha

Lustra

O sobie

dużo szczęścia we mnie rano przeglądam się w rosie wtulonej w ramiona trawy w południe zniżam niebo by w nim się obejrzeć czekam na wieczór by uśpić samotność wtedy lustrem staje się twoja łza

garść szczęścia i modlitwa na ciepłej dłoni koją smutek wniebowzięta miłość spada deszczem obrażona wiara nie chce zakwitnąć dlaczego? zimny potok słów za wiersze w porę i nie w porę przepraszam

puste ulice samotność skulona za rogiem marzy o gwiazdach noc kradnie oddech życia tylko tęsknota hula szarpiąc cierpliwie struny harfy tak rodzi się muzyka i miłość wychodzi z cienia chowam ją na potem

16 online

Menu

Dodaj utwór

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać utwór.

Dodaj utwór

Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie