Paragon sumienia
U bram konfesjonału klękam.
Spuszczam głowę niechętnie.
Spod niedawno malowanych rzęs zerkam
na Boga.
Słyszę westchnienie.
Cisza.
<Dawno tu nie byłaś> zaczyna Bóg.
<I co z tego!> wrzeszczę.
<Wolę grób!
To nie moja wina,
że kiełbasa w piątek smakuje lepiej!>
Bóg milczeć zaczyna.
Patrzy miłosiernie- obłudnie?
<Poproszę paragon sumienia>
Bez słów go Bogu podaję.
Pytam o należność do rozliczenia.
Znów się poddaję.
Bóg mówi, że życie to konieczność.
<Ile?> pytam.
Wieczność.
Spuszczam głowę niechętnie.
Spod niedawno malowanych rzęs zerkam
na Boga.
Słyszę westchnienie.
Cisza.
<Dawno tu nie byłaś> zaczyna Bóg.
<I co z tego!> wrzeszczę.
<Wolę grób!
To nie moja wina,
że kiełbasa w piątek smakuje lepiej!>
Bóg milczeć zaczyna.
Patrzy miłosiernie- obłudnie?
<Poproszę paragon sumienia>
Bez słów go Bogu podaję.
Pytam o należność do rozliczenia.
Znów się poddaję.
Bóg mówi, że życie to konieczność.
<Ile?> pytam.
Wieczność.
0
0
11 odsłon