Kamyk

Często spacerowałem patrząc na kamienie,

Miał rację Herbert, że są doskonałe...

Zimne, bezimienne, także zapomniane,

Gorące jak słońce, bolące nad ranem...



Wędrował do kieszeni na wieczną pamiątkę,

Czas zamknięty w kształcie o zapachu morza,

Aby przypominać o trwaniu w milczeniu,

O licznych pożądaniach, czasem o istnieniu.



Kamyk wie dużo więcej niż się komu zdaje,

Ten podarowany jest serdecznie wspólny

I potrafi wzruszyć serca, kamienne posągi,

A niekiedy potrafi zwyczajnie być dumny.



W ręce bywa szorstki kiedy jesteś smutny

Albo cudnie gładki gdy ktoś ciebie kocha.

Może być różowy jak anioł bezbronny,

Bywa także mokry jakby kamień szlochał.
0 0
8 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

43 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie