Kamyk
Często spacerowałem patrząc na kamienie,
Miał rację Herbert, że są doskonałe...
Zimne, bezimienne, także zapomniane,
Gorące jak słońce, bolące nad ranem...
Wędrował do kieszeni na wieczną pamiątkę,
Czas zamknięty w kształcie o zapachu morza,
Aby przypominać o trwaniu w milczeniu,
O licznych pożądaniach, czasem o istnieniu.
Kamyk wie dużo więcej niż się komu zdaje,
Ten podarowany jest serdecznie wspólny
I potrafi wzruszyć serca, kamienne posągi,
A niekiedy potrafi zwyczajnie być dumny.
W ręce bywa szorstki kiedy jesteś smutny
Albo cudnie gładki gdy ktoś ciebie kocha.
Może być różowy jak anioł bezbronny,
Bywa także mokry jakby kamień szlochał.
Miał rację Herbert, że są doskonałe...
Zimne, bezimienne, także zapomniane,
Gorące jak słońce, bolące nad ranem...
Wędrował do kieszeni na wieczną pamiątkę,
Czas zamknięty w kształcie o zapachu morza,
Aby przypominać o trwaniu w milczeniu,
O licznych pożądaniach, czasem o istnieniu.
Kamyk wie dużo więcej niż się komu zdaje,
Ten podarowany jest serdecznie wspólny
I potrafi wzruszyć serca, kamienne posągi,
A niekiedy potrafi zwyczajnie być dumny.
W ręce bywa szorstki kiedy jesteś smutny
Albo cudnie gładki gdy ktoś ciebie kocha.
Może być różowy jak anioł bezbronny,
Bywa także mokry jakby kamień szlochał.
0
0
8 odsłon