Przejdź do treści
Czytanie

Jednego wieczora w Dolinie Chochołowskiej

Wspomnienia
Chwilę słabości ukryłem w płomieniu, W wieczorze, w kolorze ognia, we dwóch, i leżę, i siedzę, i drżę z uśmiechu w cieniu a wiatr nie płonie, pusto od słów. Chłodny księżyc spogląda na iskrę Chytry i żądny obu par z ust Gwiazda krzyczy: „zniknę! Błysnę!” I znad lasu, przez ramię, pada u mych stóp. Setki tysięcy wzorów i szablonów Kolorów worek pełen, i haseł, i nazw, i marzeń. Dam się porwać nurtowi neonów, Wędrówce myśli, prostocie skojarzeń. Tą samą ścieżką wracam, a znów z górki idę. Kamienie obrzucam dzikim uśmiechem, Kamieniami- obrzucam tę chwilę i znikają w czerni z głośnym pośpiechem. Brodzę i bredzę, i pnę się ku drabinie I po niej potem, do miejsca ciszy Jeszcze tylko się rozbieram i piję. I śpię, i nie śpię. I wszyscy słyszą, i nikt nie słyszy.
129 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

37 online

Menu

Dodaj utwór

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać utwór.

Dodaj utwór

Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie