Kobieto puchu marny

Zgliszcza świata dymem z prochu dzielone,

Rozliczone na ery, atmosfery pokrojone,

Zakażone grzechami, zatrute trupami.

Półmrok, ciemność szara, krytyczna,

Rozlana krwią ziemia iluzoryczna!

Pod jej jabłonią samcze pragnienia

Wolności, zdrady, bożego istnienia.

Od łuku do strzały cienciwa napięta

Droga znaczona w śmierci nadęta.

A kule krwawe sieją ziemię dziką.

Daruj im Ojcze! Daruj potrzeby!

Ciernista Korono nakryta białym obrusem

Baranka, przymierza, zbawiciela zwycięstwa.

Daruj im Boże pogardy i pychy!

Tobie chcą się upodobać, w Ciebie wcielić!

Dzielić życiem jak śmiercionośną bronią.

Mury strzępiaste, puste okna nime.

Dom stał, już nie stoi, płacze

Dziecię i matka, samotnica wojennego brzemienia.

Ewo! Nie lej łez kobieto, rodzicielko!

Zyciodajna gwiazdo, drogo do Boga mleczno!

Pokaż swą siłę ostateczną, wieczną.

Jesteś - choć proch szumi i dudni!

Byłaś pohańbioną - bezsprzecznie!

Dajesz życie, dajesz szczęście, erekcję!

Rajskie jabłonie rosły wtedy i wprzódy,

Z każdym dniem dzielisz mąskie trudy.

Kobieto, matko, patronko, pochodnio!
0 0
11 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

12 online · Taanatos
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie