Prośba matki narkomana
Synku,zostań,nie odchodź,
niech będzie jak było,
chociaż serce sie kraje
gdy patrzę jak cierpisz,
jeszcze się przecież nie wszystko skończyło,
jeszcze płomyk nadziei kołacze się w piersi.
Twoje częste odejścia,
w krainę niebytu,
mnie pozostawiaja
w nieustannej męce,
twoje oczy pałają nieziemskim zachwytem
i nie widzą jak cierpi moje,biedne serce.
Tyle dni niespokojnych,
nocy nie przespanych,
dlaczego taką krzywdę
obojgu nam czynisz,
oboje nas to dręczy i oboje rani
i nie wiem nawet kogo za to winić.
Tak bym chciała swe życie
przelać w twoje ciało,
może wtedy zrozumiesz
matczyne cierpienie,
powrócił byś i znowu żyć by ci się chciało
i mnie by się spełniło największe marzenie.
niech będzie jak było,
chociaż serce sie kraje
gdy patrzę jak cierpisz,
jeszcze się przecież nie wszystko skończyło,
jeszcze płomyk nadziei kołacze się w piersi.
Twoje częste odejścia,
w krainę niebytu,
mnie pozostawiaja
w nieustannej męce,
twoje oczy pałają nieziemskim zachwytem
i nie widzą jak cierpi moje,biedne serce.
Tyle dni niespokojnych,
nocy nie przespanych,
dlaczego taką krzywdę
obojgu nam czynisz,
oboje nas to dręczy i oboje rani
i nie wiem nawet kogo za to winić.
Tak bym chciała swe życie
przelać w twoje ciało,
może wtedy zrozumiesz
matczyne cierpienie,
powrócił byś i znowu żyć by ci się chciało
i mnie by się spełniło największe marzenie.
0
0
1 odsłon