Za siatką

gęsta siatka otacza ogród mego dzieciństwa

drobne oczka przepuszczają odrobinę światła

mała dziewczyna patrzy chciwie na życie

chwyta je łapczywie i w pamięci zamyka



z jednej strony mego więziennego ogródeczka

widać dom szary, zwykły, taki najzwyklejszy

w szarym domku ktoś krzyczy, ktoś płacze

ktoś inny się śmieje

ojciec bije syna i syn go szanuje



z drugiej strony mego cudownego płotka

widać nagich wariatów chorych na sklerozę

są bezwładni, bezradni i bezpańscy jak koty

są wiecznymi dziećmi w swojej wszech głupocie



chcą dotknąć paluchami mej cudnej sukienki

chcą namaścić życiem kolorowe falbanki

lecz rodzice każą wracać mi do bajki.

lukrowane figurki ciągną za ręce

nieskalaną życiem, mnie z dzieciństwa



moje żywe dłonie w ich ciastkowych rękach

są za ciężkie, za mocne, więc marcepan pęka



upadam niezdarnie,

rozrywam cud sukienkę

i uciekam przez oczko ogrodowej siatki

i uciekam do krzyku i uciekam do płaczu

i do tych wariatów, którzy od słodkiej bajki

wolą być zamknięci w swoim własnym świecie
0 0
7 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online · admin
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie