Walcząc z mymi uczuciami wobec ciebie,
Byłem już pewny, że na zawsze zaginęły w odmętach mej pamięci,
Ale wróciły, żywsze niż kiedykolwiek
I cóż to za ból, który przychodzi,
Widząc ciebie szczęśliwą z kimś innym.
Me serce rozdarte niczym niebo po sztormie,
Stoję sam, zanurzając się coraz głębiej w czeluściach mrocznego oceanu,
Nie walczę z wodą, która coraz bardziej mnie pochłania, oddaję się jej, niech mnie pożre,
Choć strach mnie otulił, z przebłyskiem w chmurach nadziei na powrót na ląd...
Bezustannie jesteś moim lądem w oddali, pełnym lśniących malin i wspomnieniem lata.
I pomimo moich wysiłków, żaden inny nie wznosi się ponad horyzont.
Czymże zawiniłem, żeby oddać się potędze tej rozpaczy, rozpaczy wołającej za pięknem, które nie jest moje.
Szukam znaków, które mnie uwolnią, lecz jestem nie więcej niż niewolnikiem miłości w świecie pełnym obojętności.


















