Wzloty, upadki – to, co było i to, co znikło.
Widziałem cię szczęśliwą i pełną rozpaczy,
Lecz nie dostrzegłem, co się we mnie tliło.
Czas mi wskazał, jak bardzo się mylę,
Mówiąc, że odejdziesz jak każda – ot tak.
I cóż za żałoba, gdy u niego spędzasz każdą chwilę,
W mym sercu utkał się miłości brak.
Nie zniosę kolejnych chwil, gdy płaczesz bez sił,
Nienawidzę go za to, jak rani cię skrycie.
Ten mur pomiędzy nami to tylko ból i pył,
A me słowa... gubią się w tym bez końca świecie.
Nadzieją więc żyję, lżejszą niż tchnienie,
Iż pewnego razu odnajdę cię na polanie.
Gdy nasze oczy się złączą, zniknie cierpienie,
Nasz wspólny los namalujemy na płótnie.
















