Odczytuję je w sercu,
jak ich opiekun mam nadzieję.
Mówię do nich w zimny poranek.
Delikatnie je traktuję,
bo nie są niczemu winne. . .
Topią się oddycham. . .
Rozpuszczają
i znikają,
chociaż nie powinny,
bo robię to od dłuższego okresu
Jestem poniżej zera.
przez czeluść. . .
















