Kłosem żyto srebrzyste, podkreśla spiekotę.<br />
Owies wisi gronami pochyliwszy nieco,<br />
Jęczmień sroży wąsami,mu siwizny świecą.<br />
<br />
Siana wonią rozkoszną zawiewa wiatr polny,<br />
Baraszkując wśród zboża,pieści go swawolny,<br />
Nieustannie skowronki nad polem kołysze,<br />
One swymi dzwonkami wydzwaniają ciszę.<br />
<br />
Gdzie pastwiska nietknięte,grzywą buja trawy,<br />
I pochyla ku ziemi jałowiec koślawy.<br />
Pałek bure cygara nadbrzeżnych szuwarów,<br />
Dające tu początek, bagien i moczarów.<br />
<br />
Taflą rzęsy faluje,dywanem na stawie,<br />
Która w względnym spokoju podobna murawie.<br />
Tatarakiem okala-wielkim półksiężycem,<br />
Wodą od południa, połyskuje licem.<br />
<br />
Gęsty olszy zagajnik staw w części okala,<br />
Wrosły w teren podmokły ,o kształcie owala.<br />
Aby w stronę północy w posłudze dróżnika,<br />
Porastać rzędem, u brzegu strumyka.<br />
<br />
Trawa rasta do piersi,czasem w wodzie brodzi,<br />
Pozostałość po torfie,wiosennej powodzi.<br />
Ptactwa wszelkiego rajem ,czasem łoś przemierza,<br />
Miłośnik wieczny bagien,.I innego zwierza.<br />
<br />
W dali puszcza przepastna strzeże tajemnice,<br />
I mokradłem oddziela-od ludzi granice.<br />
Wszelka zwierza ostoja do dzisiaj nie tknięta,<br />
Tak jak kiedyś Bóg stworzył,dziewicza i święta.<br />
<br />
Józef Bieniecki