Tego dnia, słońce ociągało się dłużej niż zwykle. Przez stalowe chmury przesłało kilka promieni. Paweł siedział na ławce w parku i w milczeniu łapał wzrokiem smugi światła. Był głodny. Od wczorajszego południa, nic nie jadł. Marzy...
:)))
W wolnym czasie piszę.
Utwory autora
wyrzucone na brzeg poduszki z szeptem gryzącym ciszę pozamiatane pod perski dywan szybko lecz byle jak odzywają się czasem gdy nikt nie słyszy i pieką jak świeże rany zabierają dolinom pachnącą zieleń ciemniej...
być mgnieniem trzepotem rzęs wiatrem co unosi skrzydła przeczucia lazurową wodą która muska skamieniały brzeg leśną ścieżką krętą nieodgadnioną zapachem konwalii budzącym wspomnienia być szczyptą wolności...
Idąc rozrzucam siebie, na wszystkie strony ludzkiej przyziemności. Wznoszę się na chwilę, by runąć ciężko na ziemię, jak armatnia kula. Zbieram na łące stokrotki, a ktoś kosi mój ogród pełen wonnych róż. Brakuje mi dopasowan...
wśród najostrzejszych zakrętów najbardziej zawiłych dróg istnieją słowa pośrodku najciemniejszej puszczy najmroczniejszych dni jaśnieje uśmiech zaciągnięty popiołem nieboskłon pochmurny do bólu przeszywa promieniem...
obiecałeś mi księżyc w siatce na motyle i gwiazdy rozrzucone na mieliźnie mówiłeś o złotych różach pozbawionych kolców i nocach usłanych pocałunkami szeptałeś cicho wyznania z najpiękniejszych słów i wiersze...
Przystanął na chwilę. Z potarganego swetra, wyjął kilka drobnych- marnych krążków, od których tak wiele zależy. Na jego czarnej od brudu dłoni, monety wydawały się czymś niezwykłym. Błyszczały jak prawdziwe złoto. Myślał przez ch...
ukryję pod nim twarz byś nie ujrzał moich oczu które płoną gdy jesteś blisko zachowam w myślach wszystkie wstydliwe słowa które leżą w kącikach ust uchylę czasem kilka słomek byś mógł choć musnąć gorącej lawiny któr...
dziś jest ten dzień kiedy pragnę zalać się łzami rozpuścić i wyparować z góry podobno widzi się więcej dostrzega się nieziemskość i grawitację to byłoby łatwe by się oderwać znaleźć co rozsypane i zagubione...
orzechowe włosy sypią się przez palce spadając na kamienne schody cień bieleje w słońcu i pochyla się bezkrwiście ku glinie wiatrak bez oddechu pląta nieustannie bije godziny a zegar nie zwalnia prochy z wiatre...
kiedyś mnie złamiesz jak suchą gałązkę porwiesz jak kawałek sukna i rozrzucisz nie będę ci wtedy potrzebna niektóre części padną na ziemię inne znikną pod złotym piaskiem i utoną nie będziesz mnie wtedy kochał...
mam dwadzieścia osiem lat i nie wiem niczego może kiedyś ocaleję odbuduję swoje kamienice odkurzę powieki i przejrzę ponad reguły wbrew zasadom ulepię z gliny garnki które wypełnię doświadczeniem tylko moim tylko...
Muzyczne interpretacje
Nagrania autora oraz interpretacje jego tekstów.