bo jest we mnie złość nieorganicznie kwaśna na mocną czerwień papierka lakmusowego zdarzeń śliny mam nadmiar nie chcę pluć bom kulturalny facet odchrząknę i połknę wbrew łzom zacisnę dłonie nie uderzę choć powin...
Utwory
złam zieleń czerwienią pokaż że można wjechać na skrzyżowanie prawd bez lęku prawo jazdy wydane na czas określony nie zabrania łamać przepisów na własne ryzyko ile wart jest człowiek na pasach jeśli nie ma wspomnień s...
nie przekrzywiaj krzyża gdy koło mnie przechodzisz możesz mnie zawadzić niechcący giaur może ze mnie wielki nie jest ale ramię tego wiedzieć nie musi trzymając prosto wskazujesz drogę no nie mnie tym bardziej z prawej...
bez karuzeli się zaczęło słowo za słowem stawało okoniem niewodnym falujące bałwany targowały się o pozycję uderzenia w piach na szczęście plaża była szeroka a i wiatr nie za silny
inność mówi do nas po ludzku tylko szczęki ma zbyt ściśnięte potrzeby ocenia na raz z braku czasu jak przyjedzie karetka będzie po niej z szuflady fiskalnej wystają czasem banknoty obce i nikomu nie dzieje się krzyw...
zaczerwienił się jesienią policzek po cichu nie zdążyłem jeszcze zmienić butów na podjeździe auto odsłoniło liście żółte pewnie z zeszłego roku
wyrwałem kartki z kalendarza by Cię nie spotkać więcej bo Twoje słowa jak czołgi masakrowały mnie a oczy jak świeże siniaki nie dawały spokoju kiedy byłaś obok czułem otwierające się przejścia do zakamarków mojej...
zdębiałem trąc mocno pozbyłem się kory szorstkiej jak słowo nagim łykiem łypałem bez mrugnięcia okiem drzewo to drzewo po prostu stoi i rośnie gdzie zaprowadzą go konary powie jak dotrze może lepiej byłoby zbar...
jęzory ognia wyłaziły z ust jak pochodnie miały rzekomo oświetlać drogę odchodzącym dziwne że nawet nie musnęły ciał odszczepieńców paląc tylko obsiane pole strażacy zgodnie porzucili pożar dla zasady jeszcze ktoś pomy...
bo ja mam swój teatr choć podobno scena byle jaka na cztery stopy ale kto potrafi dać dłuższy krok a nawet gdyby to przecież nie w każdej sztuce jest potrzebny marsz za to oklaski słychać całkiem głośno i tak erotyc...
nie wódź nas na pokuszenie tylko nieszczęścia odkładaj na później krzyk zdarzenia nie zastąpi ciepłej mamki smoczkoustym niejeden już powiedział precz z łapami talibie okrutny i zdjęć nie rób jak będę przechodzić na...
spotkałem miłość w różowych okularach machała ręką swobodnie przywołując właściwie to było dość daleko a może tylko mrugnęła okiem znacząco
z pnia wyrosła powoli bezsęczna myśl czy było warto trzaskiem łuszczonej kory zdzierała gardło choć nikt nie słyszał echo zeszłej zimy odpowiedziało beknięciem kompletnie niewymuszonym warto
życzenia ślę na luźnych kartkach można je dowolnie przekładać kolorami albo inaczej litery potrafią więcej niż myślimy nie boją się zmian wyrazy są szczere
boli mnie wszystko paznokcie rosną wbrew logice potrafią się nawet zakrzywić okręgowo zarzucono mi niekonsekwencję że niby nie umiem liczyć albo nie rozumiem magii liczb do kompletu brakuje tylko dwunastu gniewnych...
na żużlowych polach rośnie pamięć wierzbom zabrakło łez tylko pochyleni ludzie kiwają się rytmicznie w rozmowie z kamieniami ukrzyżowano dwa trójkąty równoboczne
wychodzą z rękawa jak resztki wczorajszego obiadu takie małe i byle jakie a przecież tak się chlubimy ich posiadaniem i co poliszynel zaniemógł reszta czeka na oklaski klakier zamówiony bierze dniówkę jak murarz...
zza zakrętu na pewno nie widać skulonych ramion ani powiek zwieszonych bezwietrznie ręce zajęte kciukowaniem do góry nawet z połamanymi palcami nie zmienią końca bo odchodzić to trzeba umieć złożyć scyzoryk...
istota wychodzi z całości zdarzeń nieubrana jakoś specjalnie na tę okazję się nie przykłada bo i temat nie nowy czary nawet nie zostały rzucone a już wszyscy oczekują wyników zmiana frontu zawsze skutkuje ciemnymi c...
bo nie ma to jak w pełnym biegu wszystko spod nóg ucieka nawet nie wie dokąd najlepiej zrzucić wszelkie zasady wraz z bluzką wszak dostojność podnosi piersi gdy patrzysz w jego oczy niech nawet nie liczy na spade...