w podrzędnej knajpie miedzy kolejnymi kuflami kultura z nauką się miesza litery i słowa myśli i czyny krzyżówki czasem tylko bełkotliwym głosem ktoś zapyta A co tam Panie w polityce?
Utwory
piękne kwiaty jak siedliska zła zbudowane z kielichami nasączonymi fałszywą słodyczą przyciągają do siebie tylko po to by móc kiedyś zawładnąć duszami oszukanych na zawsze
zawsze gdy zbliżam się do Ciebie ze struktury spodni buduję piramidę mimo klasycznej tajemnicy nie umiem ukryć faktu że faraon żyje
wczoraj król bił królową za zdradę goniec chciał bronić kochanki przygniotła go wieża a konie stały cały czas z boku rżąc niespokojnie całkiem nieosiodłane
to co ze otworzyłem serce jak złodziej bez kluczy znalazłem tylko pożółkłe fotografie ex-kochanków obok lustra w którym nie było mojego odbicia
bez Ciebie jestem jak futerał w którym niczym nieskrępowana rozsiadła się pustka
Przepraszam Pana czy poezja może się zmieścić w głowie? Nie wiem chłopcze niech Ci na to pytanie POETA odpowie
w dniu odejścia daremnie szukałem u drzwi Twego cienia trzasnęłaś nimi tak mocno aż wyblakł z przerażenia
w śnieżnobiałej pościeli leżałaś taka piękna i naga a gdy ręką strząsałaś pył niewidoczny z wrzosu Twego łona wiatr śmiał się gwiżdżąc radośnie w uszy przechodniów wtedy Ty przykrywałaś rumieniec wstydu puchu obłokiem...
różanobarwny motyl przeleciał niepostrzeżenie koło Twoich ust - milczenie dostojny jak paw usiadł nad górną wargą gdy usta przemówiły - skargą odfrunął znienacka przerażony ust krzykiem zrozumiał swój błąd - językie...
gdy odjeżdżasz na kwadratowym łóżku siada Mróz wielki biały dziad w futrzanej czapie drżąc z zimna myślami uciekam do Afryki koca w kratkę i malutkiej palmy z fototapety czekam aż znów powiesz: "Wybacz, że nago śpię...
nie byłem tam nigdy ale czuję chłód ścian okropnych słyszę krzyk warg przerażonych widzę błysk luf naoliwionych czasem gdy wstaję rano mam w ustach smak ciepłej krwi
mój sen jak ćma co fruwa w ciemnym pokoju czasem siada na kwiatach wspomnień chwilę odpoczywa... i leci dalej bezszelestnie jak czas
siedząc w celi powiek moje oczy słyszą jak klawisz Źrenica powtarza bezustannie: Widzenie raz w miesiącu...
przy każdym oddechu żebra mnie bolą od środka jakby coś się wyrwać chciało z klatki ale drzwi otworzą się dopiero na końcu
ból usiadł na barku tuż nad stawem rzęsa na powiece a łza czeka w kąciku gdy wreszcie spłynie kanałem ulgi na spierzchniętych wargach zostanie po niej kryształ
kiedy się rozstawaliśmy nikt nie miał tego za złe tylko liście na drzewach płonęły czerwonym ogniem zemsty a to wcale nie była jesień
chyba nadszedł już czas by miłość schować do wewnętrznej kieszeni ot tak na pamiątkę łódź, 90.03.12
listę rozstrzelanych wywieszono rano gdy dzień wstawał po ciężkiej nocy słup na rynku już z daleka błyszczał zuchwale rażąc oczy przechodniów kroplami niezakrzepłej krwi Łodź,05.01.1989
wypaliłem się do końca walec popiołu przylepiony do filtra rozsypał się w kurz na jego grubej warstwie palcem wskazującym Ktoś napisał KONIEC