świetlna smuga na granicy mojego widzenia pod pomarszczoną flanelą kołdry była istotą przelotną siedząc na skraju gdzie oświetlenie było po dorosłemu łagodne wierciła się na krześle a uda skrzypiały na winylu aż...
Utwory
to nie jest twoja wina tylko moja naprawdę cię lubię ale chyba nam nie wyszło zdarzyła się pewna rzecz zostańmy przyjaciółmi będziemy się dalej spotykać bez skrępowania patrzy mi prosto w oczy nic więcej nie mówi...
pokrywa je warstwa potu zmieszana z wonią ciał ich wyziewy wiszą nad nimi niemal dotykalną chmurą zanieczyszczeń plastikowe krzesła są takie jak zwykle większość popękana ogromem ciążących zarzutów lekceważą tłu...
bez afirmacji dobrego samopoczucia czekasz z szyku otwartych okienek impertynencja rozlała się jak tyfus plamisty trzeba będzie odwrócić lustra lub podać melisę na miałko bo lepiej wchodzi zwolnione z opłaty skarbowej...
i nie wiem czemu patrzę przez palce skoro nie muszę niczego zasłaniać nic mnie nie razi może to kwestia niedyspozycji jako kobieta mam przecież te swoje dni faceci mają lepiej nie tracąc czasu wolą brać z podanej ręki...
Januszowi Zaorskiemu... dałaś mu Matko drewnianą jesionkę w prezencie a jego bracia ostatnie miejsce w hotelu robotniczym przy Placu Czerwonym a my choć nadal klęczymy na grochu to bardziej boli nas głowa od metal...
wczesnym rankiem pilnuje kanapki by żaden włos nie skalał jej przesmacznego oblicza czeka przy stole gdy schody aż dudnią od pędu jak zwykle spóźnionych uczniów a mimo to dzisiejszy dzień jest taki jak wszystkie inn...
rozpięty na krzyżu jak skóra do garbowania niezłomnością przyzywał ciekawskich jego dłonie zbyt suche prawie zakurzone miały w sobie walor objawienia podejdźcie bliżej z przekłutego boku wypływają strugi kanejski...
nie zdążyłem dopisać do rachunku gestu rozpaczy choć wart był podniesienia ręki za pięć punktów
zachłystując się życiem jak wiatrem odkrywając wciąż nowych przyjaciół znalazłem różę w herbacianym kostiumie porzuconą? przez kogoś wprost dla mnie nie wiem przeklinać czy chwalić tę chwilę miała kolce tak ostre że ran...
gdy czara goryczy przepełni się kroplą myśli rozbiegną pajęczyną a usta zastygną w niewypowiedzianym słowie tępe spojrzenie przekrwionych oczu powie więcej niż może
impreza na dwoje na mnie i ciebie podzielona równo ja jestem połówka ty jesteś połówka na stole połówka pod stołem połówka pierwsza czy druga? nie zgadłeś śpisz od ściany
zawsze zbyt głupi dążyłem do nóg rozwartych na wprost w kąt wstydu i upodlenia ze znakiem zapytania wytatuowanym na grzbiecie ręki uczyłem się marzyć o nieodebranych porodach czekających w kolejce za szklaną szybą n...
każdego dnia wstaję wcześniej niż inni wszystko jest nazbyt zarozumiałe nawet dla mojej uległości choć słońce już sypie iskier całe mnóstwo poranek zamykam podkową ust smakując zielone jak zwykle pomidory
Ty co w gardle jeszcze zalegasz flegmą parzysz głośnię rozpaloną wyobraźnią pozwól się odkrztusić bo żyć już z Tobą nie mogę i umrzeć trudno
złap wiatr pod ramiona i wyleć z nim na długi spacer przez Rynek nad Odrę zahacz się Iglicą klęknij na Piasku zajrzyj do Spiża na małe pszeniczne wracając powiedz pare słów Fredrze ale tak by nikt nie słyszał …nie doniósł...
sam sobie jesteś winien gdzież to zło może wyszło na spacer na okoliczność choroby dobrze jest się przewietrzyć hycel grasuje po mieście łapie w siatkę skazanych na dożywocie nawet czarna Wołga nie jest wybawieniem o...
żyliśmy w rytmie nakazowo rozdzielczym według schematu ja daję – ty nie dajesz ty bierzesz – ja nie biorę na nieśmiałą opozycję zareagowałeś gwałtownie chcesz być jak ta Szczuka widziałaś w telewizji gestykuluje gdy mów...
był spóźniony mgła gęstniała las rósł wśród sosen czarnych jak latarnia brzoza biała był jak ćma złamał skrzydło spadł próżno Polluks czekał Kastora Sygnalista! Proszę „ Śpij kolego” razy 96 a brzoza bia...
gdy zapora czarnych WRON polanych masą pleksiglasu otwierała się zapraszająco ONI szli i choć weszli między wrony nie krakali tak jak one