Wywracany jeszcze raz łańcuchem nadziei w tą stronę bronioną zniechęconych gestów Gdzie ciało wciąż trzyma ty modlitwą krzyża rozświetlasz uśmiech na wskazówkach tarczy Serce więc melodię przenosi w ciemności zagubio...
Utwory
Werbujesz mnie korzenie wędrują pod powłoką ciała Te sfery dotknięte intymną postacią jak całun pokrywasz wyścielając łoże Medalion kolorów podsyć choć raz jeszcze Pamiętaj na lewo od duszy łączą się granice...
piórem filozofów władasz dat nie liczysz kalendarza barw złotouste figury zadziwiasz prztyczki dla gawiedzi kroplami zaschnięte zamarz tożsamość raz jeszcze myśli atramentem przykryj ciemnym jak smoła czarne scenar...
nie domknąłem drzwi ponownie uczę się stąpać na rękach pomimo trudności pomnik postawiłem nie ze spiżu z marmurów twardych wspomnień i żalu spadam wysoki jest synonimem nielota w obcasach teraz tylko wieko...
euterpe ciebie to poeci wielbią słowem czarują byś ognisko rozpaliła skinieniem ramion pozostań na mojej łódce sterując myślą w nieznane przylądki wyobraźni źrenic
blada noc hory przestawiły kolejność obrazów puch pod grubą warstwą potknięć człowieka pokrywa lodu bo nic już nie stopi zamarzniętych uczuć kamienie węgielne tablice z betonu lśniące cyframi historii ganim...
bez pukania i innych zbędnych ceregieli przekroczyłem próg dzieciństwa wracając myślami do żołnierzyków i szachów pachnących drewnem chciałem ujrzeć bliskich nie na zdjęciach lecz na przystanku rzeczywistości tyle...
spływamy melodią kolorowych wersów deszczowa piosenka salonu bezkres chybotliwe ramy śnięte okiennice peryskop pośrodku afirmacja wnętrz deptaki zaszczute papirusy sumień zwykła pozytywka poszarzały pień szanu...
tyle smutku i zwątpienia krwią pokryta cała ziemia i różaniec wojny głód i niepokoje codzienności ciężkie znoje lecz nie w niebie może słowa to szatana kiedyś się zabliźni rana śmierć pogrzebie teraz jestem tym obro...
Portrety arkanów mglistych lisem człowiek w owczej skórze. Listopadem śnieg poruszył chciałby widzieć mnie na sznurze. Nie zapomnę tego lisie słów co małe mają ząbki zdejmij wreszcie swe okrycie odrzuć zawiść, porzuć wąt...
Gregory uliczny morderca ja rymem zniszczę, stłamszę twoje wnętrza Jadę na pozytywnym podkładzie nie kradnę, nie biorę nie przyjmuję zażaleń Muzyka to dodaje mi siłę liryczna tożsamość zamiast brania w żyłę Am...
biało-czarne pola poplamiły świerszcze i inni baranków obrońcy szukający wrażeń chwili wielkiej chwały czasem chorągiew rzucając w przestworza bronią sztyftownika rewirów postrachu jeden szablę wypnie inny kły otworzy tak...
Wodne iskierki torsu zamarły w Szczebrzeszynie. Kochankiem wiatru nie zostaniesz po zmierzchu. Biała mewa znów zakpiła ze świerszcza. Nic to przywołam w obrazie cielęta. Może jasna blondynka zetnie choć kwiat w gaju ku...
Był sobie kiedyś pewien młodzieniec choć młody nie był lecz nazywany by było barwnie. Pogrywał w szachy ale nie słowem sztyftu nie lubił. Historia więc jakże znajoma rumiane lico na bladych skroniach. Czytają wiersze tworzą...
wiśniowej nocy późne rozmowy kasztanów drżenie pomników skowyt tamy ze zboża pałace luster wargi słodyczy sukienka z biustem takim zielonym kwitnącym w maju naręcza wiosny pokrywą raju dobroci czasu figlarnych spojrzeń ga...
wtul się w ramiona żarliwym pocałunkiem poprowadź mnie po zboczu w lampionach zamiast oczu smakiem i zapachem do dolin wyobraźni nie stracę swojej jaźni odnajdę tylko ciebie gwiazdami ozłoconą podniebną koroną usk...
Komet ogniska snem roztańczone świtem gonimy zwykłe drobnostki myśli pokryte szarą kądzielą łzawe przystanki kolejnej nuty Nosowe wdechy dymu południa deszczowy strumień tajemnic serca wędrując blisko nie widząc cienia no...
To dla tych dobrych ludzi otwartych na ciosy świata pragnienia wyschniętych powiek nie znikną z pogrzebem lata. Poezja moim mistrzem wnika w podświadomość w kalendarzu istnień nie prosi się o pomoc. Chcę tylko osobnośc...
pergaminy pożółkły w ciemności atłasów tylko chropowatość oczu dostrzega nikły promyk fotograficznych pomyłek wyrzućmy więc kliszy wspomnienia zostawiając przeszłość za kamienną płytą na linach przepaści jeszc...
gorączka ulicy zło czyha za rogiem na duszę wędrowca liczone milami zdrady księżyca na barkach więc słońce uniosę z nim pot szarej codzienności ruszyłem falę grobowych poranków w talii asem kostucha dla mnie 3...