rzuca je co dzień każdego wieczora te jasne i piękne tłukę kiedy się skończą opuści mnie śród morza łupin wieprzowym białym smalcem
Utwory
siedzimy sobie w grobie ja i mój mąż stanisław myślimy wciąż o tobie cieszymy się że przyszłaś nie przynoś sztucznych kwiatów spleć lepiej wianek z trawy z tej łąki gdzie zostałaś poczęta wśród zabawy i nie martw...
księżyc szedł drogą i patrzał co widział dokoła do jutra zachowa a choćby niesłusznie pretensje i żale za nagle zgubioną podkowę psa zapach w przydrożnej kapliczce westchnienie i ogień co tli się w wygasłym ognisku chorego na...
na moich oczach wiatr się usrał i zaraz potem upadł w gówno lecz ja mu wierzę bowiem że nie zawsze bywa równo
siedziała na skraju wysepki czasami ktoś podbiegł do niej na zielonym poprosił a ona nie zważając dawała ile chciał
dwuletnia wnuczka siedziała na krześle starym giętym wywrotnym nagle się wywróciło wnuczka leciała bardzo ale to bardzo bardzo długo żona stała tuż obok stałem o dwie długości za nią zdziwiłem się że...
choć trawa jak szmaragd krowa jak węgiel kupa w kolorze khaki to ona zawsze jak śnieg
chłop rzekę chciał zawrócić cyckiem by wnikła w jego stawy i rzeka się zgodziła że nadgorliwa była chcąc nie chcąc chałupę chłopa zmyła zapłakał chłop nad losem niedorzecznym gdy skończył babie swej tak oto rz...
gdy obierałem mango... noże o ostrzu z damasceńskiej stali nie dały rady tkance miąższu na pestce jak jedwab kładła się delikatna jak puch wypisz wymaluj kobieta tuż obok nad filiżanką z whisky zebrały się mu...
jesienią wszystko dojrzewa wiatr nagły uderza i kładą się kłosy od plewy ziarno oddziela upadam i ona otula mnie czule ta ziemia a kamień nade mną poczeka gdy z ziemi na nowo powstanę zaśpiewa
z ciała rozbieram cię kiedy już rozebrałem całą to oprócz kości coś jednak zostało przez chwilę pomiędzy niemi snuje się dusza niebieska bezdomna bezradnie rozkłada ramiona wziąłbym ją ale to nie to że przecie...
dygotam jak liść na wietrze na wspomnienie nazbyt jednoznaczne tuliłaś mnie nazbyt nachalnie byliśmy w cieniu drzewa morze dwóch rysowani jednością nie ma miłości czasem tylko wspominam klona naszą blisk...
nie dotykam trawy przytulam stopy do nieba mięciutkie skryje przykrości nie znajdą mnie i odpłyną chmurami jutro poczuję jak po deszczu rosa chłodzi obolałe stopy będę lżejsza uczepiona chmury
muszla tu nie pasuje nawet księżyc w amoku noc totalna tak... cicho!
po przeciwnych stronach szyby moja i twoja natury kobiece spopielone żarem pragnień czekają na wiatr uciekasz zamknęłaś się w sobie wciąż pragniesz więcej niż przyjaźni oto ja niespełniony kochanek zmieniam płeć...
mym pragnę posępnym nad ranem a wieczorami żarliwym w igliwiu tu rwie się zamysł nie wiem dlaczego bo tak bardzo chcę podobno wszystko zależy od dnia ciśnienia atmosferycznego i wilgotności bezwzględnej powietrza...
pochlastane myśli biedne pochlastane scholastyką twej mimiki uzbrojonej w różne miny przyodziane w fiki-miki choć rozprute nie rozcięte myśli czarne myśli białe wniebowzięte przemeblują w mojej głowie w twojej głowie...
wszystko co dobre jest drogie poczynając od kiełbasy a kończąc na dziwce a co drogie sercu miłe i bliskie przez żołądek rzecz jasna najprzyjemniejsza droga on powinien jeść mięso po mięsie agresja pasja presja i ch...
moja mi jest podzielna na cztery każda część płonie odrębnym ogniem gdy się złączą nie ma takiej rzeczy by dotrwała do końca pożaru wyskoczyłem z pędzącego pociągu w samą porę bo tuż prze buforem jeszcze chwila i stanąłbym...