Przejdź do treści

Śnieżny las

O szczęściu
Płynąłem po pas w śniegu wczoraj wieczorem, Zewsząd otaczał mnie las, ciemny las Który smagał swoim zimnym jęzorem, Okalał duszę spoconą kolejny raz, Składał się z powtórzeń kilku drzew, Ich mroźne gałęzie na nas spoglądały, Buzowała kora, buzowała krew, Wtapiały się w nas, jak ogień kształtowały Nasze zmysły, nasze leśne wizje, Nasze kurtki, nasze przemoczone buty, Nasze oczy, jak gwiezdne kolizje Spotykały się, prowadziły dysputy O śnieżnych pasach spadających z nieba, O gwiazdach odbijających się w oczach, O pszenicy w zmysłowych potrzebach Leśnych Pań, o rozpalonych kroczach Od zimna grudniowych uniesień. I brnęliśmy tak po pas w śniegu, Umoczeni, zadowoleni, milczący, Na brudnych pasach leśnego wybiegu Kochaliśmy się bez słowa, dygoczący, Zziajani, zmarznięci od własnych dusz, Nieosiągalni, niedoścignieni w ciemnym lesie, Między nami zalegał biały kurz, Chłonęliśmy go wyczekując uniesień. Płynęliśmy po pas w śniegu wczoraj wieczorem, Zewsząd otaczał nas las, ciemny las Który smagał swoim zimnym jęzorem, Rozbierał nasze dusze, rozbierał nas. Do naga, bez słów.
124 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

6 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie