Przejdź do treści

Wymykająca się drogowskazom

Smutne
Młyńskie koło zatacza coraz szersze kręgi. Wiatr szarpie za grzywy dżdżyste, pękate chmury, próbując dogonić poranek, co wymyka się spod gołych stóp, walczy o prawo do własnych skrzydeł. Rozkojarzona do bólu w piętach, rozmyślna niby sen, który tylko siebie udawał - pragnę przebłagać twoje delikatne łzy, nasycić śliną życiodajny lęk. Niespójność myśli, chaos pośród słów - nie idź poboczem, którym toczyli się najmniejsi, pozbawieni prawa do jutra. Ograbi nas z pozostałości po uśmiechu ten rozbuchany młokos, młodzieniaszek, dźwigający piętno piekła. Nie chcę, żeby pękate zmysły zmagały się z szeptem, który poczęły twoje usta. Nie chcę, żeby dożywotni sen znaczył sentymentem dalszy ciąg tego trotuaru. Usiłuję wykraść słońcu jeden pogodny poranek, jeden przebłysk ciszy, żeby wiódł mnie poprzez uroczyska, lawirował między cierniami zdziczałych róż. Ukryje się w środku przesolony śmiech, we krwi zagnieździ nostalgia, z jaką stale się sprzeczam, choć brak jej gwiazd, brak ostatecznego pocałunku. Nie chciej ukochać oddalenia; czas zadurzył się dziś w wieczności. To pieprz i sól, droga wymykająca się drogowskazom.
97 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie