Przejdź do treści

Jednego wieczora w Dolinie Chochołowskiej

Wspomnienia
Chwilę słabości ukryłem w płomieniu, W wieczorze, w kolorze ognia, we dwóch, i leżę, i siedzę, i drżę z uśmiechu w cieniu a wiatr nie płonie, pusto od słów. Chłodny księżyc spogląda na iskrę Chytry i żądny obu par z ust Gwiazda krzyczy: „zniknę! Błysnę!” I znad lasu, przez ramię, pada u mych stóp. Setki tysięcy wzorów i szablonów Kolorów worek pełen, i haseł, i nazw, i marzeń. Dam się porwać nurtowi neonów, Wędrówce myśli, prostocie skojarzeń. Tą samą ścieżką wracam, a znów z górki idę. Kamienie obrzucam dzikim uśmiechem, Kamieniami- obrzucam tę chwilę i znikają w czerni z głośnym pośpiechem. Brodzę i bredzę, i pnę się ku drabinie I po niej potem, do miejsca ciszy Jeszcze tylko się rozbieram i piję. I śpię, i nie śpię. I wszyscy słyszą, i nikt nie słyszy.
105 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie