Przejdź do treści

Moja śmierć (najprawdopodobniej) przyjdzie w niedzielę

O śmierci
Ciągle coś pani zmyśla zostawia się samej sobie ciągle też pani powraca i jest wciąż w innym wcieleniu Ciągle jest pani przewodnikiem stada ludzi wątpliwej woli tak mimowolnie częściowych w tym sanktuarium jak ustawicznie jątrząca się blizna która (nigdy) się nie zagoi skóra wciąż zbyt mokra od strachliwego potu Ciągle pani zmyśla że jest tak zniszczalna jak wiecznie starzejący się staruszek ciągle wprasza się pani do cudzego stołu ubiera dusze w odrapane wieszaki na ubrania które wyrzuci ktoś inny Droga pani cóż to za brak intymności na tym betonie mlecznej drogi cóż to za zgaśnięcie że się pani nawet nie zająknie kiedy połyka (niczym rosiczka wysysa) mnie z chityny przyzwyczajeń Dzwony w (coraz bardziej) pobliskim kościele prawie głuche na pani ciągłe tokowanie W piwnicy niepocięte deski na opał (tymczasem) skradają się bezszelestnie do przerażonej (moją nieobecnością) siekiery Nie zdążyłem zrobić wszystkiego wszystkiego zrobić nie zdążyłem Msza o siódmej właśnie się skończyła bezszelestny wypust żyjących
96 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie