Przejdź do treści

Splatając z sobą wydech i kicz

Mroczne
Każdy dzień na nowo wplatam w poszczególne nitki kiczowatej makatki z jeleniem choć aż taki kicz nie bardzo ma sens Skrzętnie oblekam w kłamstwo niebo tkane od środka by wreszcie pokazać innym że nie ma sensu wieczne powtarzanie tych samych czynności że puszczając do siebie oko często przymykam na to oko a nawet siebie już tym nie rozśmieszę Zalegam na najmniejszym boku zaklinając go na wszelkie świętości aby podczas polowania nie wypruł z jelenia ostatniej kropli krwi i podług tejże nie skonał w jeszcze większym kłamstwie Tasuję się z plamami przypadkowo rozdanymi niecierpliwej nagonce która mimo knuta nad głową bezczelnie się garbi i nie znając do końca swojej nitki w szyku zawsze gubi ścieg jak trop Zgrywam zatem muszkę ze szczerbinką strachu zataczam się od niedorzecznych różnic pomiędzy plamami w lewym i prawym oku – każdej i tak nikt nie zauważy chcę być możliwie jak najbliżej igły nim na dobre stracę wzrok Tylko ten czas przed i po polowaniu nie ma już żadnych złudzeń nabiera wydechu na odgłos rogu by wreszcie odezwać się do tego co mówi do mnie do siebie ciebie do wszystkiego naraz głosem przerażonego jelenia na rykowisku z poplamionej kiczowatej makatki
68 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

dobra wielowątkowość, ładnie się przeplata.
styl trochę przesadzony miejscami jak dla mnie, ale za to dowiedziałem się, co to knut ; )
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie