Znów ktoś przystanął, biorąc cię za dzieło,
jakby przed chwilą w kamieniu wykute,
lecz zanim świerszcze ostatnie usnęły,
patrzyłem w oczy twoje tęskne smutne.
I choć ukradkiem, to na mnie spojrzałaś,
a z twoich ramion gołębie wzleciały,
powoli wzrokiem je odprowadzałaś,
w kłębiasty obłok jakby żółto biały.
Lecz zaraz na mnie spojrzałaś z przyganą,
gest twój mojego spojrzenia był echem,
odwróciłaś się w szmer traw zasłuchana,
pieszcząc źdźbeł kilka, ustami, oddechem.
Ja zaś wiedziałem że za chwilę wstaniesz,
jeziorne brzegi połączysz wieczorem,
na bosych stopach piasek pozostanie,
a twarzy musną roztańczone zioła.
I na ramionach te oba gołębie,
obłok je chwilę jedną krył na niebie,
lecz jeśli smutno kiedyś tobie będzie,
jak wtedy wzlecą, z dali ujrzę ciebie.
jakby przed chwilą w kamieniu wykute,
lecz zanim świerszcze ostatnie usnęły,
patrzyłem w oczy twoje tęskne smutne.
I choć ukradkiem, to na mnie spojrzałaś,
a z twoich ramion gołębie wzleciały,
powoli wzrokiem je odprowadzałaś,
w kłębiasty obłok jakby żółto biały.
Lecz zaraz na mnie spojrzałaś z przyganą,
gest twój mojego spojrzenia był echem,
odwróciłaś się w szmer traw zasłuchana,
pieszcząc źdźbeł kilka, ustami, oddechem.
Ja zaś wiedziałem że za chwilę wstaniesz,
jeziorne brzegi połączysz wieczorem,
na bosych stopach piasek pozostanie,
a twarzy musną roztańczone zioła.
I na ramionach te oba gołębie,
obłok je chwilę jedną krył na niebie,
lecz jeśli smutno kiedyś tobie będzie,
jak wtedy wzlecą, z dali ujrzę ciebie.
0
0
4 odsłon