Przejdź do treści

Śmierć Kojota.

O sobie
Kolejna błyskawica przeszyła niebo Ściana deszczu ograniczała widoczność do zera Jednak gdzieś w oddali można było rozpoznać sunącą do przodu postać Tak. To był Kojot. Jednak jego sylwetka zupełnie nie przypominała tego zimnego, dumnego człowieka. Mizerna, przygarbiona postać chroniąca ręką kapelusz przed wiatrem Parła do przodu przez ścianę wody. Dlaczego? Dlaczego muszę tak cierpieć? Dlaczego kwiat, którym chciałem się zaopiekować został tak brutalnie zerwany przez kogoś innego? Łup! Następne uderzenie pioruna. Kojotowi wydawało się, że piorun uderzył tuz za nim. Właśnie. Wydawało mu się. Wszystko mu ‘się wydawało’ Myślał, że będzie szczęśliwy – wydawało mu się Myślał, że znalazł w końcu swoją drugą połówkę – wydawało mu się Myślał, że może być dla kogoś Tym Najważniejszym – wydawało mu się Łup! Kolejny piorun spadł kilka metrów od Kojota. Wędrowiec nie przejął się, szedł dalej. Nie miał nic do stracenia. Szedł, a błyskawice oświetlały jego drogę. Burza zdawała się odzwierciedlać jego duszę Zaraz. Przecież Kojot utracił swą duszę. Została mu brutalnie wyrwana przez rzeczywistość… Znowu piorun… Tym razem nie chybił. Kojota przeszył palący ból. Przed pustymi oczami pojawił się stary znajomy. Śmierć. Kojot krzyknął. Śmierć zaśmiał się swoim paskudnym, skrzeczącym głosem. Przebił wędrowca swoją krwawą kosą Kojot umarł. Trafiony piorunem. Zadźgany Kosą Śmierci. +++ Dookoła rozciąga się burza Deszcz pada, a błyskawice rozdzierają niebo Na środku drogi leży dymiący jeszcze kapelusz…
46 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie