pół wieku temu

zginał plecy worek zgrzebny

gdzie wśród rzeczy niepotrzebnych

miał przyrządy do ostrzenia złom z kamienia

w kształt osełek wyciosanych wygładzonych

licem ostrza co na przestrzał przy rąbaniu

cięło tor w powietrza drganiu



wprawną ręką prowadzony topór

dopadając kloca rwał na dwoje drzewa słoje

pękał pień jak proca w ręce

która już nie może więcej



dziatwa go nazwała katem

choć to on był jej ofiarą

często topór przed tą zgrają ciął powietrze

rzekłby kto wysłannik piekła gdy na wietrze

siwe włosy wiatr wplątywał w mocne ciosy

pod którymi nikt nie krwawił cięciem jakby

błogosławił kreśląc krzyżem męki drogę



w końcu topór wsparł przy nodze

zawstydzony zuchwałością gdyż dla innych

był wyrzutkiem dziurę wiercił ostrzem w ziemi

tępiąc rzaz pośród kamieni



gdy się ciżbie całkiem znudził

przestał jakby się przebudził

potarł kark z ósmym krzyżykiem

poszedł wolno do strumyka

drżącą ręką wziął osełkę gładził ostrze

przed robotą znów włos w ręce się wplątywał

a on śpiewał-śpiewał-śpiewał
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

8 online · Bieta, ibis49
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie