Biała pani

Stanęłaś i patrzysz tymi ślepiami

jakby nie posiadała granic wścibskości

skrapiasz mi dłonie palącym kwasem

śliny myśląc że zwrócisz spojrzenie



Czuję opary stęchlizny trupich słów

który zżera gardło nakłaniając

do podniesienia opadłej głowy

nad zawiłą ścieżką istnienia



Patrzy- - nasłuchuję powolny

stukot kroków wtapiający w mój rytm

i poczułam nagły powiew chłodu

zaszywający dratwą me usta



Zobaczyłam piękną otoczkę

świata umierającego z ciałem

łomot prekursorem ciszy

stracenie znaczenia mądrości



Z oczami otwartymi niewidoma

oprzytomniałam ze światłem i obcymi

twarzami osłupiałymi

z paraliżującym bólem nóg.



Uciekłam- - wyślizgnęłam się z lepkiej

zmarzniętej ręki białej pani.
0 0
10 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie