rozpadlina

O życiu
nic się nie wydarzy gdy usilnie proszę
gdy stwierdzam że muszę że tego nie zniosę
cisza ciemność kamień beznadziejny żart
marna to pociecha - gorzki posmak skarg

szamoczę się w więzach ponurych tajemnic
płynących ze świata nieszczerych obietnic
gra – zwyczajne słowo nabiera znaczenia
a reguł co chwila więcej do zliczenia

bądź mi drogowskazem lecz na tym nie koniec
będę się sprzeciwiał na glinianym tronie
poznam labirynty i uciec spróbuję
odkryję niebiosa i boskość odczuję

kuglarz i bluźnierca prorok i naukowiec
wiejski kaznodzieja artysta wędrowiec
a może Chrystusem będę okrzyknięty
wrażliwie nieczuły i święty przeklęty

światła wszystkie światła na dno rozpadliny
tam jeszcze się ruszam ale jakby inny
mały porzucony bredzi o spokoju
po kolana w śmieciach pytaniach i gnoju
5 5
1 odsłon

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

I
iron1 9 lat temu
Dusza-- jakby uzdrowiona -- ale rana głęboka
nieanna 9 lat temu
b.b.b.dobry. wyrzuciłabym -i- między prorokiem i naukowcem, bo tam gubi się rytm.
zyga66 9 lat temu
bez ostatniej strofy, a na tytuł dałbym rozpad
merlin39 9 lat temu
dzięki za przychylne komentarze :-) ostatnio mam chandrę to mi podkręci humor :-) pozdro
nieanna 9 lat temu
nie miej chandry, chandra tego nie warta :)
19 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie