Spazmaty

niezdecydowanie
palcem przesuwam twarze
krajobrazy ciągłego wyboru
naczelnego samca
lub samicy gotowej na poród
codzienności
spożywania czterdziestoletniego życia
i ciała

koło fortuny zaczyna się sypać
staje się szczytem niemożliwości
Syzyf upadł
ledwo oddycha pod ciężarem
własnej tożsamości
nikt nie chce go ratować
po co ma się zestarzeć
lepiej niech zdycha
jego wybór
bezcelowości
bycia sobą

czasem tylko kości
skłaniają do myślenia
o wielkiej wygranej
choć wiadomo że losem
można tylko sobie podetrzeć
nie żyć

czekam na
przypadkowość
zdarzeń które pozwolą
spaść o parę lat niżej
choćby duchem
i zachowaniem
reszta
i tak zostanie rozdarta
dłońmi
nowych pokoleń
8 4
1 odsłon

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

jaropasztii 12 lat temu
super wiersz ,bardzo dobrze piszesz.Pozdrawiam .
tomek1972 12 lat temu
dziękuję również twoje mi się bardzo podoba
K
kaja-maja 12 lat temu
zawsze zło sięga do kości jak też walki byków nie wygrywają byki tylko prawnicy
a w zyciu by oszacować czas i pomnożyć o wyższy rząd gdzie piekno jest na wyciągnięcie dłoni nawet w lustrze kryształowym w:);)
JKZ007 12 lat temu
niezłe:) w kości jednak trzeba umieć grać:)
16 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie