Diamentowo rosnący las

dąb lizany pnączem rąk

stopy wrosłe w gruntowe wody

czarna otchłań otwartych brzuchów

kilka wraków przed lasem



wielkie włosy spowiły korony drzew

pioruny szokowały wybrzeże

morze wznosiło się nad zielenią

garnęło liście zmieszane z ciałem



krótki sztylet uniosłem

pogrążyłem go w drewnianym sercu

pancerz bólu odpadł

i uśmiech łkał



odpłynąłem lekko promem traw

wgłąb miękkiej ziemi

moje ręce wzrastały na korze

a diamenty wpadły do oczu
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

22 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie