odeszliśmy wgłąb ciemnego lądu aby pomówić o swoich uczuciach względem mas oczu wyglądających z traw oraz ich czarnych pochowanych ciałach i kościach bielejących poniżej oczodołów wstępując na górę suchej chaty zauważyliśm…
Utwory
przepasani błękitną przestrzenią podróżowaliśmy poza czasem gdzie czerwone wstęgi otulały lekkie jasne smugi Księżyca wschodzące Słońce trzymało nas jakby zębami niczym wahadło w zegarze a nasze szczęki tykały
słowik lekko oddarł kopułę od nocy śpiew rozjaśnił nasze spojrzenia niczym odpływ odsłonił ziemię weszliśmy do błotnistego ogrodu nasze stopy leżą głęboko ziemia okala łydki krótki oddech tamuje myśl przyspiesza krążenie…
postaci spowite dźwiękiem saksofonu niczym płaszczyzną sztalugi kompozytora mówią do mnie abym wziął pięć i spoczywam na uniesionych do góry kciukach jak mógłbym uderzyć sześć dzwonków gdy jedną mam w gardle łzę muzyki?…
bez Twojej ręki pójdę sam do szczytu gwary pomiędzy najohydniejszymi portowymi tawernami znajduję w Twoich oczach dwie kule swojej głowy z mojej pustej szyi wytacza się krew oddaliłaś telefonicznie swój szczęśliwy po…
pomarańczowa kopuła drgnęła i głos tańczący na twarzach umarł w szczelinie chmura otworzyła grób zabarwiła nas niczym sztylet ciało czułość w zastygłych rysach zamieniłem na miedzianą monetę wędrującą szybko między palcami…
kamienie tkwią pomiędzy moimi zębami szklane ściany pękają pod ugryzieniami jestem odporny lecz tylko do czasu gdy pył przykryje ostatni czerwony strzęp budzę się w nocy i wspominam wczorajsze uniesienia przecież też goniłe…
nie możemy stwierdzić czy Bóg istnieje jest tylko świnka morska w akwarium poirytowana gdy ją pogłaskać blisko sutek co kilka dni wydająca frapujące czkanie szukaliśmy go w długich gotyckich witrażach i ludzie mówili…
dąb lizany pnączem rąk stopy wrosłe w gruntowe wody czarna otchłań otwartych brzuchów kilka wraków przed lasem wielkie włosy spowiły korony drzew pioruny szokowały wybrzeże morze wznosiło się nad zielenią garnęło…
I Słuch zaginiony nad wybrzeżem szepty uniosły stożek fortepianu artysta otworzył błękitne zasłony rozpostarte sukna dźwięku opadły brunatne kłęby futra wypełzały z oczu niewinne zęby zanurzyliśmy w otchłani wid…
zapach świadczył o zbliżających się odciskach rąk ognistego wilka jego ludzkie zęby i dłonie prześladowały nas na jawie a sny jeździły na płozach śniegu kasztany spadały bębniły o włókna pajęczyn stalowe pająki nerwow…
ostatni krok poza parapetem upadłem miękko na puch asfaltu ciekły szmer oddalił słońce kilka promieni w ręce drzewa cisza niczym ciemność skropliła zapachy słodkiego drewna usta smakowały drzazgi oczy chwaliły nad…
porozumienie przemknęło niczym diament między żyłami wbiło się w kość starości za oknem chmury jestem tak wysoko odnalazłem schronienie mogę je dotknąć jak pierścionka na schodach kroczyłem stukając dwo…
rondo białych rozbłysków otoczyło gwiazdy niczym pocałunki bieli meteoryt przemknął galaktyki trwały całowały dłonie planet tęcza przeszła w młode ręce wskazywały na nią gałęzie oddech deszczu starł z…