frunę wysoko rozkładając skrzydła nade demną ciekawość pode mną znana przeszłość /rzeczywistość/ okrutnie unosi wyżej coraz bliżej boję się przepaści /przyszłości/
Utwory
pragnąc nocy bezwstydnie uniósł marzenia krótkiej spódniczki i spojrzał w niebieskie oczy szepcząc kocham o poranku tylko list pozostawił
przywolujac czas na szkle dotykiem ust smakuje chlod w wilgotnych oczach ukryty glod zaznacza godziny zawieszone w prozni obrazy z dawnych lat czarno biale wychodza z kadr malujac portret bezbarwny
czy chcesz czy nie puste pozostana proszace o czas bezwiednie splecione oszukane szczescie w bolu silniejszym od razow ulicznych zuli pozostawione samotnie ostygle ramiona obejmuja ostatni dzien i cien wyblaklych kw...
niczego nie rozumiem i plakac nie potrafie zabieram swoja torbe i psa wedrowac chce samotnie bez wspomnien i przyjaciol zostawiam tylko fotke nie oddam psa sukienki prawie nowe i karte wraz z komorka odsprzedaj na al...
w krotkiej spodniczce o polityce z kwiatami w reku az dech zapiera bezwstydem mieszac czas faraona plynie westchnieniem powtorze znowu brak inspiracji na eksperyment tworzenia zycia zgarniajac konkurs jednego wiersza
Zanim jak anioł wyjdę z piekieł, o, nie nazywaj mnie człowiekiem. I odbierz ręce te niezdarne, co i z marmuru krew wyplusną, i zanim ziemię zedrzesz z powiek i nim odbijesz mnie jak lustro, by twarz nie była tru...
oczy witajac o poranku wraz z poswiata bezchmurnego nieba nowe zycie kolorami dni i nocy malowac beda ciekawosc nadchodzacego jutra nieporadnie oceniajac szczescie pod powiekami milczacych ust usypiaja
czterolistną koniczyną zadumane kamieniem podparte kroplą wydrązonych pragnien przeklina rzeczywistosc uciekając z wiatrem w szpetnosci ukrytej prawdy czeka na okrzyk e u r e k a
blask przymknietych powiek nie rozwesela pozostawia dotyk slonych ust zbierajac radosc ostatnich dni usmiecham sie i zyje nadzieja zmartwychwstania
białymi włosami okrywa twarz unosząc puste dłonie dzisiaj kiedy świeci słońce i księżyc zimnym blaskiem zamyka oczy odchodzisz
balansuję pomiędzy myślą a rzeczywistością wyważam słowa napotkanych ludzi pytam jak jest naprawdę z niepewnością przychodzącego jutra nie można poznać przeznaczenia przed godziną dwudziestą czwartą w głębokim śnie...
blask wschodzacego slonca figlarnym usmiechem rozjasnia usta w czystosci pachnacej konwalii rodzac sie przy muzyce spiewajacych ptakow zatacza krag czulym pocalunkiem unosi swiezosc na przywitanie czuje to
splatane dlonie niemym okrzykiem kryja w oddali przezyte smutkiem ostatnie dni we mgle ukryte dlawiac rozstanie nieuniknionego przeznaczenia spogladam w okno nadal pada snieg
wysuszone sloncem jeszcze niosa zapach przekwitajac pragna wody ostatnim wspomnieniem nadchodzi jesien o zwyklej porze splatam warkocze i wpinam kwiaty niklego zycia wyblakle platki pozostaja westchnieniem
kochanie powinno się zacząć od rana a nie późnym wieczorem pocałunki oddech wstrzymany płuca w klatce pobudza serce i zmysły nie czuję myślę wariuję znajdując miejsce przy tobie smakuje śniadanie oblizując ły...
nie zdołałam zatrzymać pierwszej miłości w małżeństwie przystanęłam na dłużej sprzątając zabawki zapragnęłam być znowu dzieckiem i z ufnością widzieć świat którego nie ma teraz przygnieciona stertą codziennych obowiązkó...
krzyk z przyjściem na świat dziecka uspokaja matkę już tylko fachowe zszycie i może spać spokojnie do jutra zapomni o bólu w błogim śnie zatopi marzenia urodzonego w czepku nazwie imieniem niepospolitym i kupi pierws...
w osamotnieniu nic już nie znaczy lustro odbija minione lata a fotografie historię w fotelu bujanym zegar odmierza czas głaszcząc białe włosy przypomina o rozstaniu za scianą rodzi się życie za oknem wschodzi...
przymrużone oczy skrzyżowały krajobrazy przez trawy przez pola do wolności zapach i świeżość przybliżyłam oddech do ust smakuje nektarem obmywa w całości ukojenie jeszcze trochę wspólnie wiatr w lesie rozwiewa dzień...