jest taki półmrok co ze światłem igra znaczy granicę styczności planet chowając zmysły w piekielnych mękach bawi się nami zatapia dusze głęboko w lustrach karmiąc dzieci prochem czarami każe im więdnąć zanim rozkwitną...
nie mi o mnie mówić
wszystko co wokół
Utwory autora
po trzystu sześćdziesięciu pięciu dniach czekania zwątpiłem zszedłem z trawnika przemoczony smutkiem balkon zawsze otwarty od wiosny do zimy ani razu nie wyjrzałaś wietrzyłaś duszę nie będę czekał na nas...
nie trzeba smutku w jesieni szukać wystarczy na chwilę przymrużyć oczy by innym wiatrem zacząć oddychać inną drogą przez życie kroczyć choć błoto zimnem zalewa stopy a zieleń blednąc ledwo dyszy piękno kolorów przemawia do d...
małymi kęsami podjadam twoje ciało smacznie wyglądasz gdy leżysz nago obłożona jagodami barwisz się fioletem pachnąc szafirem i hiacyntem jedwabną koronką głaszczesz piersi wzrok prowadząc w obłędu zakręty labirynt wł...
co wieczór przeliczam ćmy krążące wokół pokruszonej lamy cienka wstęga przecina dym głaskając po skórze pożółkłe zmarszczki na dnie filiżanki garstka kawy rozwiewa aromat w pajęcze sidła stare krzesło skrzypi dechami budzą...
poczekaj nie wychodź na ulicę tam źli ludzie przeliczają życie za każdym razem kiedy próbujesz na twarzy rozwiesić uśmiech oni wbijają noże w niezależną duszę cokolwiek pragniesz zmienić by dzień ulepszyć niszczą promy...
dziś nie odwiedzę lodówki zbyt zmarzłem wracając do domu zresztą mam papierosy może nakarmią mój głód odrobiną smoły pewnie i tak nie dział ostatnio freonem nabiłem balony przed wyjściem na skwer codzienności pod rękę...
mieszkała nieopodal wysokiego bloku była damą stojąc na pobliskim rogu przeciskała marzenia przez szparę nadziei żyła w pół martwa na skraju mierzei codziennie malowała zmęczone oczy rzadko widziała poranki częściej zachody...
co raz częściej ten deszcz moczy szyby i ogród rynną dokucza skacze po dachach wąskimi strugami wpada do stawu zacierając ślady mijającego lata nastał już czas by do domu wnieść drwa zapalić ogień przycichnąć w kąci...
pamiętasz? co mówiłem wczoraj kiedy siedzieliśmy na łące wpatrzeni w góry jak trzymałaś mnie mocno za rękę tuląc głowę do głowy …i chmury co chwilę nad Tarnicą zmieniały kolory rzeźbiąc na szczycie Bieszczadzkie Dusioły...
wracając do domu szerokością autostrady mijając reklamy i znikające drogowskazy nie mogę zrozumieć odczucia które przychodzi z każdym miniętym kilometrem a z tym co nadchodzi po jednej stronie umysłu tęsknota za m...
choć widzę słońce karmiące ostatnim promieniem góry i mgłę pijącą wodę z szumnego potoku nie zapomnę o tobie i kiedy szlakiem idąc napotykam puszyste chmury zawisłe nad cudownie barwną doliną nie zapomnę o tobie...
Muzyczne interpretacje
Nagrania autora oraz interpretacje jego tekstów.
Brak dostępnych nagrań.