Dziecko
Skargę złożył na me lico człowiek samotny.
Gorącym musnięciem ust na policzku.
W czułe, obce dłonie złożył smutek swój.
Kłaniając się grobowcom czekał swojego czasu.
Dźwon śmiertelny wygrywał już dla niego kuranty.
Lata życia przeminęł w gwarze pustelni.
Dziecko dojrzałe drogę życia swoją znalazło.
Czekał na próżno powrotu swych dziatek.
Kostucha sucha wskazała mu łoże.
Leży w swej samotnej mogile
W zimnej, wilgotnej, święconej ziemi.
Mrok nieprzenikniony w koło niego,
A nad nim słońce i kwiaty czerwone.
Postać dziecięcia z ognikiem w dłoni się kłania.
Za późni synu, córko kochana.
Gorącym musnięciem ust na policzku.
W czułe, obce dłonie złożył smutek swój.
Kłaniając się grobowcom czekał swojego czasu.
Dźwon śmiertelny wygrywał już dla niego kuranty.
Lata życia przeminęł w gwarze pustelni.
Dziecko dojrzałe drogę życia swoją znalazło.
Czekał na próżno powrotu swych dziatek.
Kostucha sucha wskazała mu łoże.
Leży w swej samotnej mogile
W zimnej, wilgotnej, święconej ziemi.
Mrok nieprzenikniony w koło niego,
A nad nim słońce i kwiaty czerwone.
Postać dziecięcia z ognikiem w dłoni się kłania.
Za późni synu, córko kochana.
0
0
9 odsłon