Utwory
sumienie wyrzuca czarne uczynki jak śnięte ryby na brzeg powieki i jak tu iść przez życie z bagażem pełnym cuchnących kręgowców...
tak jak dla człowieka losów zmęczonych nadchodzi jesień życia tak i dla świata nadejdzie ostatnia z jesieni wtedy Ziemię zasypią gramy kilogramy tony kolorowych liści w wyobrażalnych i niewyobrażalnych barwach...
Oczy jak toń głęboka o tęczówkach koloru ziemi nie znają ironii i lodu spojrzenia Usta spierzchnięte delikanie różane troszkę zalotne znające tylko czystą prawdę Lico alabastrowe rozpromienione iskrami szc...
w muślinowym zagajniku wśród milczących drzew i zarośli w zacisznym ogrodzie gdzie tylko róże i bratki między nami podaruj mi siebie na srebrnej polanie wśród soczystych szmaragdowych traw i na zaśnieżnej drodze...
rysuję palcem po szybie łącząc punkty odległe wiatr rozmywa krople spokojnego deszczu jak dziecko układam proste linie i kreski w jedną bardzo spójną całość rysuję w trzech wymiarach trzech czasów złożonych by...
pękła mydlana bańka kolorowa tęczowa pociemniało moje życie natychmiast bezwarunkowo złudzenia rozwiały się na północ na zachód tyle razy obiecywałam bądę twarda przewidująca czekając na kolejne razy upadałam...
nie spodobasz się światu spotka cię odrzucenie dyskryminacja oczu odepchnięcie rąk zaszycie ust
kapią perliście błyszczące łezki po duszy mżawka tęsknoty wtem aura ciemnieje strach jasny nadchodzi ogarnia mnie różowa groza przeliczam nerwowo hektopaskale obserwuję chmury mój deszcz cichnie wszystko ustaj...
ciągły natłok hałasem wypchany gubię się w szumie zamieram nachalna muzyka i te brednie przy stole cmentarzysko tematów wyższych stoły z nadmiarem powyginane toasty biesiadne katarynka czasem tęsknię za samot...
Sypią się z grudniowego nieba tęczowe płatki to nie śnieg to kolorowe marzenia dzieci Mikołaj zbiera je wszystkie i spełnia zamieniając małe fantazje w prezenty
istnieją ludzie łzoodporni którzy nie wiedzą jak smakuje płacz duszą się w sobie chowając uczucia za kotarą pozornej obojętności łzoodporni miękcy chwiejni pozamykani nie umieją nie potrafią zrzucić brzemieni...
barwne potoki słów płynące wbrew grawitacji słodkie strumyki łez sączące się bez opamiętania krzyczące tłokiem pustynie tak suche jak wilgotne nie pamiętają już ładu nie pragną przejrzystości bezcelowo płyn...
Pamiętam dom... lato na ścianach za oknem złociste kłosy Perły na ziemi porozrzucane trawa iskrząca od rosy Mury ceglane bluszczem usłane a w rogu dąb gładkowłosy Podwórze małe jak dziedziniec z arkady rzeźbion...
czasem się martwię że nie zdążę bo umrę przedwcześnie że nie będzie mi dane poznanie Meksyku i muśnięcie wiatru znad oceanu że nie nauczę się pleść koszy z wikliny ani haftować z delikatnej przędzy że ni...
Przeczytaj mnie do nieprzytomności delikatnymi jak piórko ustami Rozbierz mnie z treści do ostatniego słowa Zinterpretuj powoli i dogłębnie wszystkimi zmysłami Scałuj kurz z moich kartek a będę Ci wierna...
kołdra jeszcze ciepła po naszym rozstaniu łzy porozrzucane ściany osłupiałe zgaszone światło przez zamknięte drzwi wchodzi tęsknota
czy pięknem można zarażać? wyglądem lustra zachwycać zapachem kwiaty zniewalać dotykiem atłas zawstydzać blaskiem słońce zaciemniać? zarażać pięknem rozprzestrzeniać
światłem delikatnie unoszącym liście ostatnim zrywem .......... determinacja słowa bezmyślne rozmyte rozwiane widzę jak wznosisz mur by oddzielić korelację dusz jak bluszcz ku słońcu nabieram życia z u...
często ukrywam się między stronnicami książki witam się z treścią głaszczę przymiotniki czuję wszystko i wiele więcej nawet zapach stłuczonego świeżo szkła dotykam po kolei każdej z miliona barw interpretuję...