wśród najostrzejszych zakrętów najbardziej zawiłych dróg istnieją słowa pośrodku najciemniejszej puszczy najmroczniejszych dni jaśnieje uśmiech zaciągnięty popiołem nieboskłon pochmurny do bólu przeszywa promieniem...
Utwory
obiecałeś mi księżyc w siatce na motyle i gwiazdy rozrzucone na mieliźnie mówiłeś o złotych różach pozbawionych kolców i nocach usłanych pocałunkami szeptałeś cicho wyznania z najpiękniejszych słów i wiersze...
Przystanął na chwilę. Z potarganego swetra, wyjął kilka drobnych- marnych krążków, od których tak wiele zależy. Na jego czarnej od brudu dłoni, monety wydawały się czymś niezwykłym. Błyszczały jak prawdziwe złoto. Myślał przez ch...
ukryję pod nim twarz byś nie ujrzał moich oczu które płoną gdy jesteś blisko zachowam w myślach wszystkie wstydliwe słowa które leżą w kącikach ust uchylę czasem kilka słomek byś mógł choć musnąć gorącej lawiny któr...
dziś jest ten dzień kiedy pragnę zalać się łzami rozpuścić i wyparować z góry podobno widzi się więcej dostrzega się nieziemskość i grawitację to byłoby łatwe by się oderwać znaleźć co rozsypane i zagubione...
orzechowe włosy sypią się przez palce spadając na kamienne schody cień bieleje w słońcu i pochyla się bezkrwiście ku glinie wiatrak bez oddechu pląta nieustannie bije godziny a zegar nie zwalnia prochy z wiatre...
kiedyś mnie złamiesz jak suchą gałązkę porwiesz jak kawałek sukna i rozrzucisz nie będę ci wtedy potrzebna niektóre części padną na ziemię inne znikną pod złotym piaskiem i utoną nie będziesz mnie wtedy kochał...
mam dwadzieścia osiem lat i nie wiem niczego może kiedyś ocaleję odbuduję swoje kamienice odkurzę powieki i przejrzę ponad reguły wbrew zasadom ulepię z gliny garnki które wypełnię doświadczeniem tylko moim tylko...
wstążka światła przerwana ostrym cięciem pierwsze bicie bezdusznie stłumione mała niewinność nikomu niepotrzebny balast odchodzi w niepamięć nie otwierając nawet oczu ocean życia wyparował w przestworza została tylko...
milczenie zastygło między sąsiednimi drzewami tak łagodnie skromnie bez zbędnego szumu pogłaskało przutuliło najczarnejsze dłonie gniewu wiedz że rozjaśnia się po najciemniejszej burzy świta po najgłębszej n...
usprawiedliwiam siebie że nie zdołałam zagrać kilku par skrzypiec na jednym koncercie choć ballada płynęła przez ciało nie potrafiłam upiec tuzina pieczeni nad jednym ogniskiem które strzelało ciepłem i czerwienią...
solidna torba ze skóry a w środku kruche szkło źrenice pulsują błyskiem zakrywając szarą mgłę na ciemnym niebie rozsiewam chmury z cukrowej waty ratuję krople żywych odcieni które spadają w czerń nie jestem ani...
bez powodu nie ujmuje moich dłoni ani myśli zawiniętych w koc nie ma iskry czegoś co nagle odsłoni perły w pryzmacie tęczy brakuje mi koloru dojrzałej maliny smaku świeżej pomarańczy to zbyt wiele symetryczny...
spuściłeś głowę nad stosem spraw sprzedałeś cele utkane z gwiazd zasłoniłeś oczy przed nieznanym zgniotłeś myśli tonem namacalnym utopiłeś się we własnej słabości jak topielec płyniesz w wir doczesności a ja wręc...
zapadłam w jego oczy splątanym spojrzeniem z dłoni zgarnęłam ciepło by rozgrzać ciekawość oddałam się chwilom jak barwnym obłokom gdzieś wysoko nad dachem w tunelu stu pragnień byliśmy sami ubrani w światło kominka...
wróciłeś wreszcie do naszego M3 ominąłeś mnie wzrokiem jak omija się korki zrozumiałam że dziś szerokie biodra nie będą mi potrzebne wciąż niezmiennie stoją między nami urwane stłumione rozmowy niedokończo...
weź mnie pod włos delikatnie przez palce skrzydłami dłoni omieć szyję bezszelestnie z pasją odgarnij kosmyki piaskowej burzy drzemiące papierowe słowa w kałuży utop wspomnienia o tamtych by nie zakłóciły...
uwiodłaś nawet księżyc który oświetla twoje stopy niegodny odbicia w źrenicach przyćmiłaś wszystkie gwiazdy gasnące tęskno w twoich oczach niegodne lśnienia różanych ust nie jestem warty szukać choćby spojrzenia...
gdy mosiężne chmury zaciągają twoje czoło układam usta w trąbkę i bawię się wiatrem lekkim podmuchem głaszczę wzburzone źrenice tulę myśli nasiąknięte brudem by przegonić szare cumulusy moje powiewy kolorują mrok...
czasem wspominam w błękitnych myślach pachnące wanilią chwile dzieciństwa przez włosy obłoków oglądam fragmenty przez warstwy szumów wyłapuję nuty wiolonczela i lutnia nadają smak wspomnieniom perły w kątach oczu m...