Zły początek, zły dnia co grudzień poprzedza. Zbyt jaskrawo i ciepło. Niepojęta harmonia do której, daj Boże nigdy już, przyzwyczaić się, pojąć lub nawet zaakceptować. Więc obudziłaś śpiącego i teraz, drży pod grubą kołd...
Utwory autora
Na straganie w dzień targowy Takie słyszy się rozmowy: "Pan tu nie stał, pan się wpycha, A w dodatku jeszcze, kicha !." "Cóż się dziwić, droga pani, świńska grypa, jest do bani!" "Po weekendzie ledwo zipie głowa pęka,...
mglisto, zimno, trzeszczy pod stopami. są jednak miejsca, gdzie ściągasz buty i możesz poruszać palcami. a jutro koniec. jutro już przyłożyło swoje zimne ostrze, do jeszcze ciepłej szyi. jutro biegam po pokoju, jak kurczak...
Zrozum, ja nie mam tyle śmiałości. I kiedy piję, palę, klnę do przesady, gotuję, sprzątam, pracuję lub śpię. Gdy realizuję swoją całą literacką nadzieję, gniotąc w kieszeniach nieudane wersy, wtedy właśnie, kocham. Niewąt...
Plamy słońca jak plamy wody na bezdechu i bez wyraźnego pulsu stoją wieżowce płaty mchu na piersiach dumnie wypięte wszystko się mnoży i kiełkuje w oczach wszystko umiera i gnije Brak wyobraźni jest zbawienny leżąc na ty...
Dziś cały mój erotyzm skupiony na palcach ręki wyciągniętej z kieszeni. Reszta ciała popija pierwszą kawę pół na pół. Rytuał przejścia. Pod domem przetrawiona, wypluta, ostateczna dojrzałość. Odśnieża i klnie. Kilka godzin...
Kawałek chleba. Ukroić. Papieros. Kawa. Z dna szuflady skarpety. Potem. W autobus lub w tramwaj. Minąć wiele drzew ustawionych w szeregu. Na baczność. Na złość. Kilka minut później. Michał Kosewski naturalnych rozmiarów. P...
Więc wmawiają nam, że to nic niestosownego mieć w sobie odrobinę naiwności I spoglądamy w ekraniki dbamy o pełną lodówkę i czyste buty Momentami oszołomieni zapachem świeżo skoszonej trawy patrzymy na plastikowe ulice i...
Bo przyjdzie pan z brodą i zabierze cię gnoju. Ma być zjedzone do końca. Wakacje u babci, ślady różańca na rączkach wzniesionych do słońca.
Stając przed wyborem zawsze wybierałem kopię, nędzną podróbkę wszystko się rozkleja, rozpada w rękach, mnóstwo pęknięć historia się powtarza, te same widoki uniesienia, potem żałobne syreny rytuał i rutyna Teraz stoję na...
Wiesz? Będę sobie teraz na ciebie patrzył z daleka. Z okien autobusów, po pracy i z przypadkowych balkonów. I kiedyś ten list przyniosę we śnie, bo dziś to jakby cień się zaciskał na szyi. Teraz gubię się i zdejmuję z pleców...
Na siłę wychodzisz. Niedopita kawa. Przecież nie grozi ci żadna godzina policyjna i nikt nie czeka na nic, nic się nie przypali. Za drzwiami, moja droga, chodzą panowie w krawatach. Panie łamią obcasy, w pogoni, w ucieczce...
Muzyczne interpretacje
Nagrania autora oraz interpretacje jego tekstów.
Brak dostępnych nagrań.