gdy liście jesienią opadną emocje wygasną zgaśnie ogień jak gwiazda poukładasz kości życie ułoży pasjansa wszystko co ważne bądź we mnie pozostanie na amen jak klątwa zabierzesz wszystkie tajemnice tam gdzie...
Utwory
nad lasem wypełnił pustą przestrzeń między sumieniem a strachem przed nieznanym wydartych tęsknot niechcianych małych rąk namiętnych długich nocy po napoczęcie świtu tutaj świat na krawędzi lęku spotkałem go po...
z opartym łokciem o stół z dłonią pod brodą przy kawie niedbale ty i ja wyciągam wnioski sumuję spędzony razem czas i wiesz nie myliłem się nic niewarty dzień zamyka mnie w pułapce uczucia wiążą słowo po słowie zanurz...
nie robiłem nic na siłę z cierpliwością za pan brat brnąłem boso w szerokości świat los prowadził widział bojącą twarz dostać w kość nie jeden raz i na plecy przyjąć bat naprawdę może nie jestem dobry czasem...
ostatni księżyc zaćmi senne smutne oczy przez wieki ktoś nas straszy kiedyś przyjdzie Bóg jak złodziej zapyta się jak żyjesz powie masz kawałek chleba na drogę szukać nakaże prawdziwej miłości długa droga do domu...
przed zmrokiem gdy ciemności przenikają smutek w oczach szary beton wielkich miast bez uśmiechu za rogiem czyha strach jestem niewolnikiem uciekam przed nieznanym od reala oderwany naciągam bluzę na suche kości białe od wybiela...
co we mnie widzisz rzadko spotykamy się oglądam częściej smutne okna dzieli nas droga czas to pieniądz przeważnie krucho jakoś uda się choć o nas się boję wystawieni na próbę coś czyha na błąd nieprzespane noc...
najważniejsza szczerość budzę w tobie świt to już było nie zawsze jednak tak samo pocałunek niech trwa wieczny czas idę drogą nieraz częstuje mnie los niewybredny biorę to na zimno jakoś to będzie porywa mnie t...
słowa otuchy strumień szybki głuchy tłoczy wodę gór potężne szczyty mgły spowiły dolinę zielone lasy pachną olejkiem sosny wspięte na zboczach niskich trawy szum owieczki cichy bek koźlątek szept potulne...
kiedyś przestanę się bać patrzą na mnie jakbym był nie stąd dokąd drogo prowadzisz gdzie zatrzymam wzrok biec zroszona łąk i nie od łez zrywać błękit niezapominajek czerwienią maków zawstydzać dzień uciekać przed cieni...
od kilku dni uderzam w dziąsło przebijam gwoździa w knajpie u Zająca ledwo od stołu oderwali mnie rudy kelner polał na drogę w kieliszki uśmiech znikł gdy do hacjendy otworzyła drzwi nie ważne od rana suszy mi łeb oi bo...
co zrobiliście bluźniercy synowie wilków otworzyły się pieczęci ostateczny czas przyszło nam to widzieć ludziom wierzącym w siebie Bóg patrzy łaskawym okiem drzewa świadkami zniszczenia Ziemi piekło skleiliśmy z Raju...
przed nami babie lato skrada się nieśmiało jakby czasu było mało szybko leci na krzaczkach na drzewach korę przyodziewa za nami żniwa szare pola kurz tumany wznieca w lesie na kolanach grzyby zbieram muchomory czerwo...
pamiętasz mnie zdaje się wlepione ślepie w czerń nieba kilka gwiazd bez twoich źrenic wulgarny nie jestem czasem urwa wyrywie się z kopyta rwie zepsuty słowotok ale to czasem wybacz mnie przeklinam się mam kłopoty nie...
po co mi to wszystko dookoła wojna w myślach w mojej głowie sztorm dziesięć w skali Bo-forta wolnym krokiem na piwo podążam z Leonem ścieżka kończy bieg Gocha z butów wyrywa mnie na parkiecie gwarno nuta za nutą...
ucieka pomiędzy palcami czas jasny światła blask pryzmat wszystko przez ciebie jestem tutaj ciągle zatrzymany samotny bez nadziei na łatwiejszy czas łaskawy los nie oszczędza mnie wypadł mi ząb nie stać mnie na sztuczny...
łyżeczką odmierzam czas dni bez ciebie zwiędły kwiat ostudzić herbaciany dzień słomkowy kolor grymas na twarzy malowany sen nie budzi się umiłowany szczerości powiew zieleń otula zmartwienia spod powiek wiatr osuszył pol...
pod nieba dachem gdzie śmiech miesza się ze strachem obłoki lekko jak motyle drgają w powietrzu napełnione parą bawią się w niedźwiedzie za horyzontem morze błękitem patrzy spod twoich powiek dzieli nas odległość czas...
czas płynie nie ma później jakoś się zacznie oświeci słońce blaskiem pomysły krążą po moim niebie w głowie jakby głębiej dusza skulona ledwo wstała prostuje ramiona stara wierzba garbi się nie od dziś dotyka ziemi t...
uwierz mniej e Kalyoppe gdzie twój sen rankiem z wozu zerwał mnie więzy namiętnej zasłony nocy Alexiey uroczy syn psabrata wyciągam wnioski Paweł przecie z tej samej wioski też podstępnie podkochuje się w niej tyle r...