a teraz ktoś mi je podsunął ujrzałabym siebie obcą z lustrem łatwiej widzę że jestem taka sama choć wciąż inna paradoks bez niego motyl przyszpilony
Utwory
prowadzą do centrum bądź na peryferie to zależy od tego w którą stronę się idzie
jak dwie treściwe strofy balansujące w osobnych przestrzeniach złączone sensem jedynej poezji
jedni strugają zeń Wariata ci ocaleją. drudzy niedowierzają... trzeba temperować aż docenią Pierwszego. reszta w trociny. szkoda? nie. w trocinach przecież ciepło, miękko, cudny zapach... to zdecydowanie lepiej...
z Bogiem lekko łatwo przyjemnie zawsze i wszędzie ze Śmiercią jest inaczej w ściśle określonym czasie miejscu Ty uczący się szacunku przeogromnego do siebie samego w każdej postaci
a on na mnie dalej na ścianę stół lampę okno ptaka... a ja nadal patrzę na niego... jego, co widzi nawet kurz święty kurz uczę się tego
tam wióry lecą gdzie człowiek żyje rozpościera się mgła... czarne muśliny skrywają mu głowę aż rzeźba będzie gotowa
w płatkach, policzkach, pocałunkach tak pragniemy słońca! listkami opuszkami - pojmany dziki wiatr kryształy połyskliwe suknie zaklęte łzy... ja w niewinnej róży i ona we mnie winnej
wykonujący znak krzyża jednak nie księża, dla których to typowe ani politycy - czynią to koniunkturalnie bądź umierający, oni z konieczności ale silni faceci np. na wielkich stadionach sportowych twarde reguły gry...
proza na ostrzu stalowego noża poezja w maleńkiej srebrnej łyżeczce
więcej szminki więcej pudru więcej perfum na dekolcie perły prawdziwe? serce wie, że to zamrożone łzy deszczu, płyń
czarne kruki w moich oczach dłoniach głowie dziobią mi serce. nie potrafię chodzić. rozpościeram skrzydła... dobrze, odleciały to dobrze.
płytki chodnikowe cudowne! zmuszają mnie do uważności i już jestem w czasach dzieciństwa...
złote pytanie "gnothi seauton" nie mniej złota odpowiedź rozchylają się lampy uliczne jaśnieje nocne niebo w tym mieście
wieczna zmarzlina a po co tam się wspinać? siądę przy jarzębince mojej ona mi wszystko opowie...
fontanny!!! dzieci wypełzły ze swych ciemnych komórek... rozbłysły w radości :)))
tyle w mieście fruwania śpiewów, tańców, dreptania śmierci nie widać. śmierć jest zawstydzona. ukrywa się, bo nie potrafi latać! niebo dlań niedostępne i szczyty drzew, i woń kwiatów... nawet mchy, i wodne tonie... a...
Jadę rowerem wzdłuż Odry. Zbliża się zachód. Czerwone słońce odbija się w rzece. Jest po burzy. Mgła ściele się po łąkach. Słychać pieśń ptaków. Mija mnie ojciec z dziewczynką na rolkach. Dziewczynka mówi "dzień dobry"...