Czarno-białe Nigdy stałe Lubi zaskakiwać Z nami pogrywać Z błotem nas zmywać Rzuca kłody pod nogi Kiedy mamy stan błogi Rozwala nasze życie Na kawałki spala.
Utwory
Nikt się nikim Nie przejmuje Każdy tylko Siebie miłuje Ludzi oszukuje Daje przyjacielski rady Gdy korzystne są Dla niego układy.
Życia nagroda Jest jak zimna woda Sił dodaje Silniejszym się staje Sens naszemu Życiu nadaje Wszystko prostsze Się wydaje.
Wszystko zapominane Dzisiaj nowy poranek Przygoda przystanek Podróż w nie znane Co tam zastane Co jest mi pisane Gdy na nogi wstanę.
Walczę z nałogiem Pięścią uderzam w ścianę Już jest pozamiatane Kłopoty rozwiązane Wszystko zabrane W karton schowane.
Umieć wybaczać Na ciemną ścieżkę wkraczać Do ludzi nie wracać Kręgi zataczać Z drogi nie zbaczać Wracam z dalekiej podróży To mi dobrze służy.
Znowu umysł wymyśli Czy będzie dobrą bronią Kiedy myśli tak gonią Czy nić zrozumienia Wszystko zmienia Gdzie wyjaśnienia Braku skupienia Wszystko od nie chcenia.
Przyjemny powiew Dreszcz ciało obiegł Podniecenia wzrastało Do działania zmuszało Seksu potrzebowało Kobiety brakowało Ręka już wymięka Pożądanie nie pęka.
Zostałem trafiony Kula zraniła Ręka krew traciła Nie byłem na siłach Odpływałem nadziei Już nie miałem Zemdlałem nic nie pamiętałem Szpitalu przytomność odzyskałem Do życia wracałem Cały zesztywniałem Zemsty się domagał...
Myślami błądziłem Na nic nie liczyłem Wyciszony jak mnich Strach znikł w mik Nie czułem już nic Byłem zadowolony Biły dzwony.
piszę dla ciebie wiersze rozkładam je na czynniki pierwsze myślę o naszym pięknie gdy spacerujemy trzymając się za ręce wyglądasz pięknie w nowej sukience serce mi mięknie kładę na twoich ramionach ręce jak mocno bije...
Teraz przyjaciół mam Wspierają chociaż Czasem na mnie narzekają Opieprzają ale dbają Są bratnią duszą Kiedy pomóc muszą Twarde lody kruszą Gdy do boju ruszą Żyjemy jak rodzina Nie straszna nam zima.
Cieszę życiem Zdrowy jak wół Potrafię podnieś stół Zaszły pewne zmiany Nie chodzę zaspany Nie odbijam się od ściany Moje ciało przeżyło szok Gdy alkohol stracił swoją moc Z życia jestem zadowolony Czuje się spełniony.
Dzieli z tobą tajemnicę Jak i życie pociesza Kiedy twoje serce Cierpi w męce Śmieje razem z tobą Gdy wstajesz zła nogą Pomaga gdy człowiek Z kłopotem się zmaga.
Chowany zmarłego Dbamy o spokój jego Leży w trumnie Nic już nie rozumie Spoczywa na wieki Nie potrzebuje Żadnej opieki Zamknął już powieki.
Przyjacielem czterech ścian Traciłem zmysły Nikogo nie było Wcale mi nie ulżyło Smutno było Że moje życie Dla nikogo Się nie liczyło Tak już było Czy tylko mi Się śniło.
Moje dni się ważą Chociaż nie było trucizny Poczułem się sztywny W głowie mi się kręciło Moje ciało umierało Już nic mi nie zostało Gdy oddychałem Z trudem powietrze łapałem Umierałem już się nie bałem Spokojnie czekałem...
Nie mam już Na ciebie siły Moje modlitwy Dawno już się skończyły Ateistę ze mnie zrobiły Dostałem nową siłę Nie jabłko zgniłe Tyle się męczyłem W siebie uwierzyłem Twoje modlitwy odrzuciłem Znowu żyłem.
Kiedy miłość była Piękna jak kwiat Słodka jak miód Każdy zdrowe życie wiódł Był na wszystko gotowy Nie tracił głowy Tym starszy jest Świat miłość traci swój blask Przemija jak czas Opuszcza nas Nie pierwszy raz.
Żyjesz na luzie Nie boisz się podejmować wyzwania Dziewczyna która ma własne zdania Siada mi na kolanie zaczyna całowanie Dla niej mam wielki szacunek Nie robi tego bez gumek Dba o ciało seksu zawsze jest mało Nie jest mi b...