Oczekuje na moderację
Tkwię tutaj, uziemiona w swoim szaleństwie.
Moja własna głowa wie lepiej,
kiedy mam zasnąć,
kiedy zabraknie powietrza.
Światło nie sprzyja dziś cieniom.
Krzyk, choć obojętny, cofa się bezszelestnie.
Przyznaję się do jutra – do jego skarg,
do odległości.
Pomyliły mi się życia – to, które pozostało,
okaże się parszywą mrzonką,
białym tangiem,
osamotnionym losem.
Usycham z braku łez. Przemijam wiernie –
nie słyszę poszumu gwiazd.
Okłamuję swoją teraźniejszość.
Zbliżam się do strachu,
pobliskiego, na wyciągnięcie nieba.
Pomnożę dzisiejszy plon –
ofiara należała mi się od samego początku.
Nie liczę słów, które odebrałeś.
Moja własna głowa wie lepiej,
kiedy mam zasnąć,
kiedy zabraknie powietrza.
Światło nie sprzyja dziś cieniom.
Krzyk, choć obojętny, cofa się bezszelestnie.
Przyznaję się do jutra – do jego skarg,
do odległości.
Pomyliły mi się życia – to, które pozostało,
okaże się parszywą mrzonką,
białym tangiem,
osamotnionym losem.
Usycham z braku łez. Przemijam wiernie –
nie słyszę poszumu gwiazd.
Okłamuję swoją teraźniejszość.
Zbliżam się do strachu,
pobliskiego, na wyciągnięcie nieba.
Pomnożę dzisiejszy plon –
ofiara należała mi się od samego początku.
Nie liczę słów, które odebrałeś.
0
0
6 odsłon