Oczekuje na moderację
Wyglądam przez okno – widzę
same znoszone serca.
Oglądam się – tylko piach, nic więcej.
To nie jest znoszone sumienie –
to twierdza, jakiej się nie boję.
Uciekam przed łzami –
tam, gdzie nie liczy się epoka,
sen nie gra roli.
Przekształcony krzyk staje się modlitwą,
tylko zbyt subtelną,
aby pozbawić ją imienia.
Nikczemność gwiazd koliduje
z wolnością. Nie mogę doczekać się
rychłego powrotu strachu.
Nie potrafię żyć tak,
żeby nie szukać poboczy.
Kwiat, co rozkwita w bólu, niesie krwawe
wspomnienie lat.
Nie kocham cię wbrew wspomnieniom.
Nie wierzę w twój smutek.
same znoszone serca.
Oglądam się – tylko piach, nic więcej.
To nie jest znoszone sumienie –
to twierdza, jakiej się nie boję.
Uciekam przed łzami –
tam, gdzie nie liczy się epoka,
sen nie gra roli.
Przekształcony krzyk staje się modlitwą,
tylko zbyt subtelną,
aby pozbawić ją imienia.
Nikczemność gwiazd koliduje
z wolnością. Nie mogę doczekać się
rychłego powrotu strachu.
Nie potrafię żyć tak,
żeby nie szukać poboczy.
Kwiat, co rozkwita w bólu, niesie krwawe
wspomnienie lat.
Nie kocham cię wbrew wspomnieniom.
Nie wierzę w twój smutek.
1
0
7 odsłon