Wracam z walizką cięższą od wspomnień,
a droga jeszcze drży pod moimi stopami.
Tyle obcych świateł zostało za plecami.
Tyle nocy nauczyło mnie tęsknić.
Za oknem przesuwają się znajome drzewa,
jakby każde rozpoznawało moją twarz.
Serce zaczyna iść przede mną.
Dom pojawia się powoli,
wynurza się z wieczoru jak dawna obietnica.
Widzę światło w znajomym oknie.
I nagle wszystkie kilometry przestają istnieć.
Jest tylko ta chwila.
Dotykam klamki jak czyjejś dłoni.
Próg przyjmuje mnie bez pytań.
Ściany nadal pamiętają mój oddech.
Zostawiam walizkę w przedpokoju
i czuję, jak podróż odpada ze mnie warstwami.
Tutaj cisza brzmi inaczej.
Tutaj nawet zmęczenie ma bezpieczne miejsce.
Mogę wreszcie przestać dokądś zmierzać.
Siadam pośród znajomych rzeczy,
zamykam oczy i pierwszy raz od wielu dni
nie tęsknię za żadnym miejscem na świecie.
17 odsłon