Odeszłam od ludzi bez trzaskania drzwiami,
jak jesień odchodzi od ostatnich liści.
Nie zostawiłam adresu.
Nie chciałam, żeby ktoś mnie odnalazł.
Zbudowałam dom z niedopowiedzianych słów,
a okna zasłoniłam własnym milczeniem.
Tutaj nikt nie pyta, dlaczego boli.
Czasami noc siada obok mnie
i liczy miejsca, które pozostawiłam puste.
Wtedy serce przypomina zamknięty dworzec.
Żaden pociąg już na nim nie czeka.
Żadne światło nie obiecuje powrotu.
Sama wybrałam tę ciszę,
choć nikt nie powiedział, że będzie tak ciężka.
Samotność również potrafi mieć ostre krawędzie.
Ale wolę skaleczyć się własnym milczeniem,
niż znowu krwawić od cudzych słów.
Wolę zasypiać bez obietnic.
Wolę nie czekać na czyjeś jutro.
Nauczyłam się obejmować własne ramiona,
kiedy świat robi się zbyt zimny.
I tylko czasem pytam ciemność,
czy wybierając siebie, musiałam stracić wszystkich.
17 odsłon