Jak dobrze, że to już koniec
Wyznawca religii, która nie ma boga
podporządkowany wierze,
że wszystko dobrze się skończy...
nadzieja moją matką,
zgarbiona, podpierająca się laską,
nienarodzone dzieci moje
wesoło biegające po trawie,
i całe niebo zachmurzone
z błyskawicami i innymi zjawiskami,
których umysł nie jest w stanie pojąć...
samotna jabłoń chyląca się ku upadkowi
okupuje puste wzgórze,
lecz coś nadal ją podtrzymuje
tak, że męczy się kolejnych kilka lat,
licząc przy tym na cud
w postaci tępej piły lub wyszczerbionej siekiery...
największa gałąź obwiązana grubym sznurem
co to koniec jego tworzy zaciskającą się pętlę,
bezsilność sprytnie zarzuca mu ją na szyję
i gwałtownie zaciska
co by się czasem nie rozmyślił
i nie zapałał chęcią dalszej udręki...
nogi już podrygują w mrocznym tańcu
w oczach pustka zarazem
i nie opisana radość
bo wydawać by się mogło,
że to właśnie ten szczęśliwy koniec,
w który tak głęboko wierzył,
a który inaczej sobie wyobrażał,
co nie zmienia faktu,
że od początku jej pragnął
- wiecznej wolności...
66 odsłon