tryumf wśród róż łamiemy kolce nie możesz usnąć słowem na niby nakarmić ptaków te marzenia to wojna potęg druga strona pragnień otwiera drzwi światła w mój i twój prześwit nasz azyl na leśnej polanie nie podąża bezradno...
Utwory
kiedy cię nie ma nawet wiatr boli w zakamarkach drzew bociany udają że wracają w gniazda słońcem co ciepli na niby świty wstydzą się rosy na kwiatach bez koloru gubiąc płatki w suchości traw słowa nabierają bełkotu w usta...
nie możesz usnąć słowem na niby nie chcę tulić uwierz pieścić pragnę tylko ciało wczoraj specjalnie się zabiłem by jutro narodzić pocieszeniem brzydkie pogody rozganiam we wspomnienia otwieram drzwi do świata potęgą uc...
przenikam w głąb symfoniami dłoni przeplatając dreszcze aromatycznie przyśpieszasz mi puls zmysłowa intymnym dotykiem przechodząc w akordy pocałunków ta melodia nie ma końca jest we mnie wciąż gra nawet kiedy nie chcę...
imaginacją lirycznych słów przechodzi w niemowę głębia w tobie którą tak ukochałem również milczy a jednak trwa księżycowo cudowna zachwycając pożegnaniami z cyklu wirtualnych okrzyków zakwitnę kiedy zatęsknisz bajką...
wykoślawiasz twarz zmęczona łzą bo świat jest piękny a życie nie zawsze biorąc ślub ze złudzeniami kiedy nie ma z kim poprawiasz w lustrze wizerunek na siłę próbując oszukać samą siebie to samobójstwo ale nie chcesz o tym...
pojebało się wszystko w państwie duńskim wierzchem na koniu zpierdala galopadą ten co w życiu konia nie widział a pod stołem pies niewierny wyjada szynkę i gryzie rękę która go karmi obaj jak te pojeby wyją do księżyca bo tak...
chcesz żebym mówił bo lżej a o czym tu gadać wokół życie chemia niespodzianki w rozczarowania wzloty w upadki mordy w kubeł i kotły w marzenia na przekór wszystkiemu najgorzej jak chcesz a nie możesz lub dajesz z siebie...
kiedy już uwierzyłem w przeznaczenie a matka mówiła będzie dobrze zmieniając sukienki na zielone przyszłaś wiosną na moje zatracenie naga w odcieniach szarości topiąc wszystkie idiota
jak to nazwiesz skrajem the end czy może metą no nic jak zwał tak zwał to koniec chyba jednak się pomyliłem nie jesteś nią ta gumka nie jest elastyczna a ja nie jestem piłeczką słabo przyjmuję odbicia od twojego betonu...
improwizacją wiosenną niedopowiedzianych słów w stuprocentach możliwości przystań "no signal" a ty potrzebna jak powietrze ulatujesz suchym liściem w jesienny wiatr śpiew słowika rozległ fałszem w dniu w którym rodził się...
dostał serce a mi koniec ofiarowałaś zakrapiany łzami prosto z pojemności trzech ćwiartek jak ziemniaka na marny obiad obrałaś z tęsknot odbierając pocałunki miły być czerwone przykucnąłem za kulisami ciszą zgaduję plan dnia...
początek zauroczeniem ciała pusty ścisk krwiożerczych chuci wytaplanych w rozkoszy kolejnych wilgoci na krawędzi zaspokojeń głodu nocy zmianą pragnień w przebieralni pożądania później nastała cisza przesytem do znudzeni...
jesteś prawdziwą gwiazdą spacer ulicą wyobraźni powoli dotyka jutra cudzą ręką tuląc te chwile które mi zapisałaś pytaniami bez odpowiedzi zaległa cisza w epitafium co dalej skazując marne ku pamięci na tułaczkę to ciało...
z tęsknoty odbieram ci dłonie całkiem nagie za kulisami moich myśli chowam do kieszeni miękkie ulubione nawet nie wiem jak to nazwać marzenia są takie oklepane a twoje ciepło w moim życiu to związek doskonały teraz id...
zamykasz drzwi wyrzucasz klucz schowana za skorupą niewiary szukasz oazy wariackich pragnień urzekłaś mnie tańcząc w kałuży na deszczu drogowskaz prowadzi donikąd los cię nie pieści wokół parada balonów bez szans na lot...
boska zmysłowa do bólu kobieca aż ocierasz męskość o granice nie pisz tyle i w taki sposób podniecasz mnie czy to dobrze pytasz mówię dobrze ale niezdrowo przez ekran wyobraźnia pracuje testosteron kipi wiesz czujesz...
w odcieniach szarości głuche słowa nieczytelne wersy bez liter nieczuły dotyk bez szans zaiste matką ci idiota
pod samotnym łóżkiem wolność ciszy wtulona pomiędzy dzikie noce kolejnych skrzypnięć sprężyn perwersje miłości odkształcone materacem który widział niejedno kiedy on szperał w niej szukając gwiazd na załamaniach spoconeg...
babki z piasku na plaży wyblakłych ptaki ostatnich wskrzeszeń złudzeniami przestały latać z podmuchem goryczy przepraszam za burze rytm śpiewaj od morza o deszczu na krawędzi sztormu kilka kropel upuść krwi wzburzonej nutami...